Archiwum kategorii: notatki z podróży

coś na wsi

Zorganizować wieczór poezji na wsi to sprawa trudna, choć nie niemożliwa. 11.09.2021r. wybrałyśmy się we cztery do wsi Brończyn, miejsce piękne, choć jeszcze nie do końca zagospodarowane. Dla nas „desantek” nowe doświadczenie. Na stołach bukiety kwiatów, owoce, domowe ciasto z dyni i pączki z rabarbarem, domowy chleb ze smalcem i kiszone ogórki. Kameralnie z udziałem miejscowej poetki.

Dać swoich kilka słów nie-poetom – wyzwanie któremu, zdaje się, podołałyśmy, sądząc po rozmowach z przybyłymi i organizatorką spotkania.

Raz na 150 lat

Kiedy dwa lata temu podczas festiwalu „Słowiańska Brosza” w Czechowicach-Dziedzicach słuchałam relacji Agnieszki Herman i Adama Marka z ich pobytu w Łucku, nie sądziłam, że będę miała okazję sama podzielać ich zachwyt nad poezją Łesi Ukrainki i stanę się uczestniczką festiwalu literacko-plastycznego „Leśna pieśń” zorganizowanego z okazji 150-rocznicy urodzin poetki.

Za sprawą zaproszenia Olgi Lasniuk – szefowej Wołyńskiego Oddziału Narodowego Związku Pisarzy Ukraińskich i Mykoły Martyniuka – kierownika katedry filologii Łuckiego College’u Pedagogicznego, tłumacza i wydawcy na kilka dni staliśmy się z Adamem Markiem i Alicją Kuberską mieszkańcami ponaddwustutysięcznego Łucka. Do udziału w imprezie należało się solidnie przygotować, więc dramat – feeria „Leśna pieśń” został przeczytany, przemyślany, biografia Łesi dokładnie przestudiowana.

Od pierwszego czytania tekst tego dramatu zauroczył mnie i postanowiłam stworzyć do wybranych wierszy kolaże ze swoich fotografii i tekstów Łesi Ukrainki w języku polskim.

Podróż do Łucka zajęła jakiś czas a po przyjeździe na miejsce czekał nas interesujący program festiwalowy i gromadka gości z Ukrainy, Białorusi i Bułgarii. Zaplanowane przez organizatorów spotkania miały charakter zarówno oficjalny jak i sympatycznych rozmów „after”.

Pierwszego dnia, jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem festiwalu z udziałem oficjeli, udaliśmy się na wystawę poświęconą życiu wybitnej poetki, gdzie mieliśmy okazję posłuchać jej twórczości w interpretacji młodziutkich aktorek, a także zaprezentować swoje teksty jako wstępne przedstawienie siebie zgromadzonemu audytorium, posłuchać innych znakomitych gości festiwalowych. Sylwetki zaproszonych przedstawił wcześniej na stronie internetowej festiwalu wraz z sygnalnymi tekstami Mykoła Martyniuk. Jednak wysłuchanie autorów na żywo dało pełniejszy obraz i pozwoliło ich lepiej poznać. Na krótko piękne wnętrza stały się salonikiem literackim, towarzyszyła nam muzyka Chopina w interpretacji utalentowanego pianisty. Tego dnia mieliśmy okazję podziwiać znakomitą adaptację „Leśnej pieśni” w wykonaniu aktorów Łuckiego Teatru Lalek.

DZIEŃ PIERWSZY (fot.A.Jarzębowska)

Drugi dzień festiwalu, chyba najbardziej obfity w wydarzenia rozpoczął się oficjalnym otwarciem na głównym placu Łucka przy pomniku Łesi Ukrainki i wystąpieniami gości wskazanych przez Olgę Lasniuk. Słowa poetów i zaproszonych gości zabrzmiały donośnie na cały wielki plac. Łesia z pomnika i ogromnego muralu na pobliskim wieżowcu, wszyscy zgromadzeni i przechodnie musieli je usłyszeć. Następnie podzieleni na mini grupy po 2-3 osoby goście festiwalowi udali się do szkół od podstawowych po uniwersytet oraz do bibliotek.

Mnie przypadło w udziale spotkanie z niemałą grupą studentów w Bibliotece filii Nr 6 Łuckiej CBS z czytelnią książek w języku polskim. Ilość zgromadzonych tytułów była imponująca; do tego zestawu dołączyła antologia polsko-ukraińska „Przez miedzę” pod redakcją Alicji Kuberskiej, tłumaczeniami Natalii Miżygórskiej i Margarity Szewernogi ze wstępem Mykoły Martyniuka, z której teksty w języku polskim miałam przyjemność prezentować, natomiast ich mistrzowską interpretację w języku ukraińskim przedstawił Profesor Winnickiego Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego, poeta, literaturoznawca, członek Krajowego Związku Pisarzy Ukrainy, a także krajowego Związku Dziennikarzy Ukrainy – Viktor Krupka (żałuję, że nie włączyłam dyktafonu). On też moderował spotkanie i przeczytał swoje wiersze z tomu „Cон це”. Młodzież słuchała uważnie, a kiedy zabrakło moich tekstów w przekładzie ukraińskim dwoje studentów wspomogło mnie czytaniem przekładów angielskich. Naturalnie Viktor Krupka prezentując swoją twórczość doskonale zajął uwagę słuchaczy. Na koniec wywiązała się rozmowa, były pytania i odpowiedzi, a także prośba odważniejszej grupki o wspólne zdjęcie, a nawet mini-konsultacje Profesora z młodziutką poetką.

Nie lada gratką był kolejny punkt programu – wizyta w podziemiach Wołyńskiej Państwowej Biblioteki Naukowej im.Oleny Pcziłki. Pokazano nam najstarsze posiadane w bibliotece egzemplarze książek i czasopism.

Po czym w pięknej, reprezentacyjnej sali biblioteki ozdobionej ogromem obrazów olejnych przedstawiających architekturę i przyrodę Wołynia miała miejsce prezentacja niezwykłej, jedynej na świecie księgi – „Leśnej pieśni” wyszytej i oprawionej, do której przeglądania zakłada się białe rękawiczki. Praca nad tym dziełem trwała ponad 2 lata, a efekt był zachwycający, co można zaobserwować na fotografiach. Autorka – Olena Miedwiediewa – prawniczka i dziennikarka obecna na sali – zaprezentowała swoje dzieło i przekazała na ręce Olgi Lasniuk. Z kolei nastąpiły prezentacje twórczości inspirowanej zarówno utworami Łesi Ukrainki, jak i własnej festiwalowych gości. Na zakończenie tego punktu programu wysłuchaliśmy mini koncertu bardki Walentyny Liulicz. W tzw. międzyczasie powstawały portrety kilku uczestników festiwalu.

Kolejną niespodzianką była wizyta w amatorskim studiu filmowym „Wołyń” i filmowa adaptacja „Leśnej pieśni” pt. „Pieśń leśna. Mavka” (reżyser – Jurij Iljenko), niezwykle malarska, ciekawie sfilmowana z niezwykłą scenografią i obsadą.

DZIEŃ DRUGI (fot.A.Jarzębowska)

Trzeciego dnia mieliśmy okazję powędrować śladami Łesi Ukrainki i zanurzyć się w miejsca, gdzie rozgrywała się akcja „Leśnej pieśni”. Spędziliśmy uroczy dzień wśród przyrody, odwiedziliśmy miejsca, gdzie przebywała poetka, zwiedziliśmy poświęcone jej muzeum w miejscowości Nieczymne i Kołodiażne, zasadziliśmy drzewa w starym, owocowym sadzie. Wrażeń było moc, utrwalonych jeszcze wspólną biesiadą przy stole zastawionym specjałami ukraińskiej kuchni. Zawitaliśmy także w gościnne progi biblioteki w Kowlu.

Domowa biblioteczka wzbogaciła się o pozycje książkowe w języku ukraińskim.

DZIEŃ TRZECI (fot.A.Jarzębowska)

Czwartego dnia dla gości festiwalu zorganizowano zwiedzanie sal Wołyńskiego Muzeum Krajoznawczego oraz finałowe wieczory poetyckie w miejscu o nazwie „Dziedziniec Muzeów”.

DZIEŃ CZWARTY (fot. z zasobów organizatora)

Łesia Ukrainka zostaje we wspomnieniach i piosenkach.

Szanowni Organizatorzy Olga Lasniuk, Mykoła Martyniuk i sponsorzy – chapeau bas.

Zjazd

Kto bywał na zjazdach PPG (Poetów po Godzinach), ten wie, że są nieodłącznie związane z zabawą, śmiechem, zwiedzaniem, warsztatami, odrobiną teatru, spotkaniami autorskimi i poważnymi rozmowami o poezji i życiu. Jest więc na nich wszystko, co być powinno, a przede wszystkim atmosfera wzajemnej życzliwości. Zjazdy mają już 15-letnią tradycję, toteż uznać należy, że formuła nie straciła na aktualności. Tegoroczny odbywał się w wyjątkowym miejscu, wystarczy spojrzeć na fotografie. Gospodarstwo agroturystyczne „Tarczuś” w Tarczku ze wspaniałą gospodynią tego miejsca dostarczyło wielu pięknych wrażeń, a Góry Świętokrzyskie będą się odtąd kojarzyły nie tylko z Łysicą.

W programie mieliśmy trzy spotkania autorskie: z Dawidem Staszczykiem, Romanem Rojewskim, Jarosławem Trześniewskim-Kwietniem. Skorzystaliśmy jednak z obecności Teresy Radziewicz – tegorocznej laureatki Orfeusza Mazurskiego i zafundowaliśmy sobie przyjemność obcowania z jej poezją i tomem „Ś”.

Udało nam się zwiedzić Szydłów, tam skosztować specjałów ze śliwką, zamek Krzyżtopór, synagogę, wydać 15 złotych polskich na straganowe ozdoby i dać się w nich sfotografować w celu reklamy restauracji, w której jedliśmy posiłek. Kolejnego dnia wybraliśmy się do Borzęcina, gdzie zwiedziliśmy ruiny zamku na własną odpowiedzialność (żaden kamień na nas nie spadł).

Sporo radości sprawiły nam antywarsztaty z grafo/nie-grafomanią, usiłowaliśmy znaleźć frazy, na których można by zbudować wiersz. Okazało się, że dobre czytanie może uratować tekst niezależnie od wartości artystycznych. Innym razem daliśmy upust wyobraźni artystycznej w kolorowaniu szablonu z logo PPG; w ruch poszły akwarele, pastele olejne, flamastry, wycinanki, zwykłe kredki ołówkowe a nawet elementy żywej natury. Wszystkie prace stały się dekoracją podczas kolacji galowej przygotowanej pieczołowicie przez gospodynię obiektu a sfinansowane przez nietajemniczego uczestnika zjazdu. Był tort i dmuchanie świeczek przez szefową grupy Renatę Radną-Mszycę.

Gospodarstwo agroturystyczne „Tarczuś” to miejsce magiczne, okolica piękna, jedzenie smaczne i wykwintne, gospodyni radosna, gościnna i kompetentna. Obiecaliśmy, że wrócimy na swoją „osiemnastkę”.

fot. Agnieszka Jarzębowska, te fot., na których jestem – Maria Kuczara, Andrzej Dygas, Krzysztof Schodowski, Renata Radna-Mszyca, przypadkowy przechodzień.