Archiwum kategorii: notatki z podróży

okolice Warty 9 kwietnia 2021

Wiosna w tym roku wyjątkowo chłodna, ledwie kilka stopni, a już bardzo chce się ciepła, spacerów w słońcu, zieleni. Trawa powoli zaczyna zmieniać barwę, na drzewach pączki liści jeszcze słabo rozwinięte, ledwo, ledwo wyglądają. Za to ptactwo krąży nad łąkami i polami. Parki i rezerwaty przyrody rejestrują wzmożony ruch. Widzieliśmy dziś gęgawy, kormorany, łabędzie, czaple, jakieś drapieżniki i mnóstwo ptasiej drobnicy, którą trudno było schwytać w obiektyw. Malownicze rozlewiska w okolicy Warty przyciągają. Często tu wracamy.

wiosennie

Sobotni wypad w kierunku Warty i za nią przyniósł nieco obserwacji przyrodniczych. Pojawiły się już żaby, gęsi gęgawy latały w tę i we w tę, pływały w starorzeczu, siedziały na polu. Z gałązki na gałązkę przeskakiwały najmniejsze ptaki Europy – mysikróliki. Świeże pączki modrzewia wyraźnie smakowały sikorkom modraszkom. Na jednym z drzew urządził sobie koncert chór składający się z różnych ptaków. Był i szpak, i kwiczoł, i trznadel i jeszcze jakieś ptaszęta, które trudno było rozpoznać. Nieopodal dała się zauważyć robota bobrów, ich samych jednak nie widzieliśmy. Zalew Jeziorsko tylko w środkowej części, właściwie poza zasięgiem obiektywu wykazywał oznaki ptasiego życia. Na brzegu płytko albo całkowicie bez wody, co robiło wrażenie raczej wymarłego krajobrazu.

W drodze powrotnej w Małkowie naprzeciw pałacu zobaczyliśmy kilka bocianów, chyba z pięć, krążących wokół gniazda na opuszczonym kominie. Jeden wylądował, sprawdził stan „domostwa”, które nieco zarosło trawą i zapozował do zdjęć, dzięki czemu wyszła całkiem udana sesja foto.

Najważniejsze jednak, że zakosztowaliśmy ciszy, spokoju, i wreszcie wiosennego powietrza.

niedziela, 31.01.2021

Niedziela bez zdjęcia ptaków to nie niedziela, przynajmniej w tym pandemicznym czasie. Najpierw były dzikie gęsi, z daleka z zatrzymanego na chwilkę samochodu. Później gołębie, kormorany, czaple, łabędzie, mewa, łyski, kaczki krzyżówki. 40 kilometrów w jedną stronę, ale najważniejszy był spacer na świeżym powietrzu, bo niektóre zdjęcia niestety nieostre.

wspomnieniowo

W czas pandemiczny, kiedy siedzi się głównie w domu, pichcąc obiady i obiadki, chce się nieco powspominać, a pomagają w tym zdjęcia z podróży. Najchętniej nie z tych „dookoła komina”.

W marcu 2014r. dzięki poezji udało się zajrzeć po raz pierwszy do Londynu . Zaskoczeniem była prawdziwie wiosenna pogoda, łany żonkili i narcyzów w parkach i na skwerach. Imprezę opisałam wtedy, a teraz luźne refleksje, wspominkowe. Hotelik blisko stacji metra, maleńki, klaustrofobiczny, z prysznicem, umywalką i toaletą niewiele większą od tej, którą można spotkać w pociągach; do tego dziwne oddzielne krany z ciepłą i zimną wodą, ekwilibrystyka przy porannej i wieczornej ablucji. Spacery, muzea, puby, jakieś sklepiki z pamiątkami, kierowca autobusu miejskiego, z którym próbowaliśmy się dogadać po angielsku, a ten zapytał: – nie prościej byłoby po polsku??? Z jedzenia najbardziej smakujące frytki z rybą. Wielojęzyczny i wielokolorowy tłum, jak w wielu stolicach.

Ech, wróciłoby się…

niedzielnie (Siedlątkowo)

Pogoda w niedzielę była bardzo piękna, zupełnie nielistopadowa. Okazja do wyruszenia w niedaleką podróż i spacer. Tym razem dotarliśmy do Siedlątkowa. Maleńki kościółek (podobno najmniejsza parafia w Polsce) znajdujący się w lekkiej depresji, kapliczka i otoczenie zbiornika Jeziorsko okazały się wdzięcznym obiektem dla obiektywu. Udało się złapać nieco promieni słońca i trzeba było wracać.

zbiornik Jeziorsko

okoliczne gospodarstwa z ptactwem domowym i belami słomy

i klucz dzikich gęsi, znak jesieni.

sobotnio

Pretekstem do każdego spaceru od jakiegoś czasu jest łapanie świeżego powietrza po siedzeniu w murach, ale i złapanie w obiektyw jakiegoś ptaszka. Zaczęło się od osiedlowych, które zasiadły na pobliskiej brzozie. Kontrast między kolorem ich piór a złotem liści dał całkiem ciekawy efekt.

Możliwe, że i za miastem da się wyłowić ciekawe kadry. Niestety pogoda bardzo się popsuła i w miejscu, gdzie zwykle stacjonowały ciekawe okazy ptasiego towarzystwa złapał nas deszcz, przeczekaliśmy go i udaliśmy się w inne miejsce, także czasem przez nas odwiedzane. Mżawka jeszcze się utrzymywała, więc aparat schowałam pod kurtkę, bez większej nadziei, że coś się ciekawego wytropi. Jesień w listopadzie daje jednak nieco koloru i parę ujęć można pokazać.