Archiwum kategorii: notatki z podróży

łabędzi śpiew

Łabędzi śpiew, nigdy nie słyszałam, jakoś słabo słucham. Może to i dobrze, bo łabędzi śpiew to podobno ostatni przejaw artystycznej twórczości. Liczę na to, że wena mnie jeszcze nawiedzi… W każdym razie łabędzie nie śpiewają i to jest udowodnione naukowo, za to wyglądają i dają się napatrzeć na siebie, dostojne, śnieżnobiałe łabędzie nieme na sztucznym zalewie na rzeczce Myi, one najprawdziwsze.

Krajobraz z czaplami

Czapla biała może ważyć od 0,7 do półtora kilograma. Hm… wygląda na więcej, zwłaszcza, że może mierzyć do 1 metra. Zobaczyliśmy sporą gromadkę tych ptaków całkiem niedaleko, bo na zbiorniku Jeziorsko w okolicach Ostrowa Warckiego. Gdzieś na fotografii zaplątała się jeszcze czapla siwa. Ptaszyska wyglądają dostojnie, a ich szyje wyginają się w charakterystyczny esowaty sposób. W locie ich skrzydła osiągają rozpiętość do 2 metrów, nie mierzyliśmy, ale gdy się poderwały do lotu, to zrobiło naprawdę spore wrażenie. Całe szczęście, że nie ma już mody (jak w XIX wieku) na ozdabianie kapeluszy piórami tych pięknych ptaków, jest więc szansa, że zobaczymy je jeszcze nie raz. Później obserwowaliśmy mewy, które dało się uchwycić obiektywem w kilku pstryknięciach – stałe bywalczynie tych okolic. Dwa kormorany czaiły się na swoją kolacyjkę, a kaczki pływały, albo stały na wystających z wody starych pniach.

Wrocław

Spacer po Wrocławiu w wrześniowy dzień może dać odpoczynek i dobrą energię, zwłaszcza jeśli się dodatkowo zajrzy do dobrej, klimatycznej herbaciarni („Herbatę pije się, by zapomnieć o hałasie świata”- T’ien Yiheng ), czy skosztuje pysznych makaronów w popularnej restauracji w pobliżu ogrodu japońskiego.

Jeszcze kwiatowo w Parku Szczytnickim, mało ludnie, bo poniedziałek. Szkoda trochę, że wystawy i muzea nieczynne, jednak pogoda rekompensuje braki i wędrowanie staje się całkiem przyjemne, a oko obiektywu zatrzymuje się wielokrotnie.

zwierzaki

Spacery po okolicy dają okazję do obserwowania wszystkiego, co ożywia krajobraz. Niesamowitą frajdę sprawiło nam obserwowanie malutkiej, zwinnej łasicy, która z niezwykłą prędkością przemieszczała się pomiędzy kamykami umocnionego brzegu sztucznego zbiornika na rzece Myi. Przy okazji udało się złapać w obiektyw pliszkę, łabędzia i biegusa. Wyprawa udana o zachodzie słońca nie wspominam, bo skryło się za chmurami.

chwile

Jechać, nie jechać, zastanawiało się wielu. Niektórzy wybrali „nie jechać”, grupka 12 osób zebrała się w sobie, zaopatrzyła w niezbędne maseczki, środki odkażające, rękawiczki i pojechała do miejscowości Giebnia. W domu byliśmy sami, do dyspozycji pokoje z łazienkami, kuchnia i salon – miejsce spotkań a także miejsce do grillowania i duuużo świeżego powietrza oraz cudowny widok na jezioro z pomostem i łanem maków tuż obok. Co tu dużo mówić – landszafcik miły oku, szczególnie po kilku miesiącach siedzenia w domu z powodu zalecanej kwarantanny i pracy zdalnej.

Poeci po Godzinach nie byliby sobą, gdyby nie zorganizowali wspólnego czytania poezji; jedno ze spotkań z debiutantem (książka w druku) Krzysztofem Schodowskim prowadził Roman Rojewski. Warto było posłuchać wierszy Krzysztofa, który pracował nad książką od kilku lat, porozmawiać o tym, co i jak pisze. Wieczór przekształcił się w śpiewaną biesiadę za sprawą Jula (Juliusz Rafeld), który dotarł z gitarą z Bydgoszczy i towarzyszył poetom do późnych godzin nocnych.

Drugiemu ze spotkań towarzyszyło nieco surrealistyczne tło kuchennego bałaganu, którego z pewnością bohaterka wieczoru Teresa Radziewicz nie mogła przewidzieć. Dodać trzeba, że goście spotkania odziani byli niecodziennie. Uznana już poetka odnalazła się w tej sytuacji znakomicie, a jej wiersze i fragmenty prozy skłoniły do refleksji i przemyśleń. Najnowsze dzieło Teresy nosi tytuł „ś” i jest w trakcie prac redakcyjnych, a właściwie czeka na stosowny projekt okładki. Spotkanie zaczęło się od przypomnienia jednej z pierwszych książek autorki „Sonia zmienia imię”. Okazało się, że zestawienie tych dwóch pozycji choć całkowicie przypadkowe, jest uzasadnione i ciekawie było posłuchać utworów, które dzieli kilka lat. Teresa Radziewicz zaprezentowała także nowe pismo literackie „epea” wydawane przez Książnicę Podlaską im. Łukasza Górnickiego.

Pogoda dopisała i oprócz spotkań poetyckich udało się zorganizować spontaniczne wypady do Inowrocławia, Biskupina i Kruszwicy.

Zjazdom PPG zwykle towarzyszyły wariacje na temat Szekspira, tym razem jednak postanowiono spontanicznie zainscenizować scenę z obrazu „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. Oczywiście obraz był tylko inspiracją do pantomimicznych wygibasów, ale zespół bawił się przy tym znakomicie. Kulinarnym guru całego Zjazdu był Andrzej Dygas.

Pozostały wspomnienia i zestaw fotografii wśród czerwcowej przyrody pięknych Kujaw. A wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie determinacja szefowej grupy Renaty Radnej-Mszycy.

dav

fot. Agnieszka Jarzębowska, Krzysztof Schodowski, Andrzej Trzebicki

zbiornik Jeziorsko i okolice

Bezdeszczowo, więc wybraliśmy się poobserwować okolicę. Malowniczo wcale nie znaczy daleko, udało się poobserwować ptaki, co prawda nie z bliska, bo to płochliwe istoty, ale słuchanie ich śpiewu i pobyt na świeżym powietrzu zrekompensowały niedostatki w fotografiach. Zaczynają kwitnąć polne maki, co już jest niezwykle barwnym akcentem na tle soczystej wiosennej zieleni.