Archiwum kategorii: notatki z podróży

chwile

Jechać, nie jechać, zastanawiało się wielu. Niektórzy wybrali „nie jechać”, grupka 12 osób zebrała się w sobie, zaopatrzyła w niezbędne maseczki, środki odkażające, rękawiczki i pojechała do miejscowości Giebnia. W domu byliśmy sami, do dyspozycji pokoje z łazienkami, kuchnia i salon – miejsce spotkań a także miejsce do grillowania i duuużo świeżego powietrza oraz cudowny widok na jezioro z pomostem i łanem maków tuż obok. Co tu dużo mówić – landszafcik miły oku, szczególnie po kilku miesiącach siedzenia w domu z powodu zalecanej kwarantanny i pracy zdalnej.

Poeci po Godzinach nie byliby sobą, gdyby nie zorganizowali wspólnego czytania poezji; jedno ze spotkań z debiutantem (książka w druku) Krzysztofem Schodowskim prowadził Roman Rojewski. Warto było posłuchać wierszy Krzysztofa, który pracował nad książką od kilku lat, porozmawiać o tym, co i jak pisze. Wieczór przekształcił się w śpiewaną biesiadę za sprawą Jula (Juliusz Rafeld), który dotarł z gitarą z Bydgoszczy i towarzyszył poetom do późnych godzin nocnych.

Drugiemu ze spotkań towarzyszyło nieco surrealistyczne tło kuchennego bałaganu, którego z pewnością bohaterka wieczoru Teresa Radziewicz nie mogła przewidzieć. Dodać trzeba, że goście spotkania odziani byli niecodziennie. Uznana już poetka odnalazła się w tej sytuacji znakomicie, a jej wiersze i fragmenty prozy skłoniły do refleksji i przemyśleń. Najnowsze dzieło Teresy nosi tytuł „ś” i jest w trakcie prac redakcyjnych, a właściwie czeka na stosowny projekt okładki. Spotkanie zaczęło się od przypomnienia jednej z pierwszych książek autorki „Sonia zmienia imię”. Okazało się, że zestawienie tych dwóch pozycji choć całkowicie przypadkowe, jest uzasadnione i ciekawie było posłuchać utworów, które dzieli kilka lat. Teresa Radziewicz zaprezentowała także nowe pismo literackie „epea” wydawane przez Książnicę Podlaską im. Łukasza Górnickiego.

Pogoda dopisała i oprócz spotkań poetyckich udało się zorganizować spontaniczne wypady do Inowrocławia, Biskupina i Kruszwicy.

Zjazdom PPG zwykle towarzyszyły wariacje na temat Szekspira, tym razem jednak postanowiono spontanicznie zainscenizować scenę z obrazu „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. Oczywiście obraz był tylko inspiracją do pantomimicznych wygibasów, ale zespół bawił się przy tym znakomicie. Kulinarnym guru całego Zjazdu był Andrzej Dygas.

Pozostały wspomnienia i zestaw fotografii wśród czerwcowej przyrody pięknych Kujaw. A wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie determinacja szefowej grupy Renaty Radnej-Mszycy.

dav

fot. Agnieszka Jarzębowska, Krzysztof Schodowski, Andrzej Trzebicki

zbiornik Jeziorsko i okolice

Bezdeszczowo, więc wybraliśmy się poobserwować okolicę. Malowniczo wcale nie znaczy daleko, udało się poobserwować ptaki, co prawda nie z bliska, bo to płochliwe istoty, ale słuchanie ich śpiewu i pobyt na świeżym powietrzu zrekompensowały niedostatki w fotografiach. Zaczynają kwitnąć polne maki, co już jest niezwykle barwnym akcentem na tle soczystej wiosennej zieleni.

całkiem blisko

Parę lat temu, właściwie trochę więcej niż parę, oglądaliśmy w Biskupicach k.Sieradza drewniany most, nie miałam jeszcze aparatu cyfrowego, ale drewniany most sfotografowałam, zdjęcia wywołane, leżą gdzieś w szufladzie. W tym moście była dziura, którą też sfotografowałam, wkrótce most został rozebrany i zastąpiony nowym. Dziś nowy most jest już stary, rdzewieje, ale okolica wciąż może urzekać.

poetyckie znajomości

W Indiach na festiwalu poetyckim w Guntur i Hyderabadzie poznaliśmy Filipinkę – poetkę i tłumaczkę o imieniu Eden, oczywiście Polacy zwracali się do niej Eden (raj), a nie [Iden], jak by należało. Nasza koleżanka po piórze jest niezwykle pogodną osobą i właściwie myśleć o niej jak o przedstawicielce RAJU-EDENU, wcale nie byłoby przesadą.

Poniżej kilka moich wierszy w jej tłumaczeniu na język filipiński.

Agnieszka Jarzębowska

tłumaczenie na filipiński – Eden Soriano Trinidad (Isinalin tungo sa Wikang Filipino)

***

w piątej porze roku

dwudziestej piątej godzinie doby

jest miejsce spotkań malarzy i poetów.

Niedosytu nie do określenia,

przestrzeni między natchnieniem a natchnieniem,

myślą a słowem,

barwą a plamą,

świtem a dniem.

Wejście przez drzwi

z ulicy Weny.

Isinalin tungo sa Wikang Filipino

Ni Eden Soriano Trinidad

sa ika-limang panahon

ika -25 oras ng araw

may isang lugar na tagpuan

ang mga nagpipinta

ang mga makata

at mga kakulangan

imposibleng maipaliwanag

ang patlang sa pagitan

ng inspirasyon at inspirasyon

diwa at salita

kulay at tagpi

madaling araw at ng maghapon

daaanan papasok sa may pintuan

sa lansangan ng mga Makata.

Miejsce po przecinku

Wszystko

jest kwestią miejsca po przecinku.

Pomyślałam:

– matematyka.

– Nie,

to filozofia

– odrzekł –

weź zdanie

i zapisz je dwukrotnie,

stawiając przecinek

w dwu różnych miejscach.

„Kochać nie,

wolno zabić”

„Kochać,

nie wolno zabić”

Historia

wiele razy

przestawiała przecinek.

Filipino Translation

ang lugar pagkatapos ng kuwit,

ang lahat ay nasa kinaroroonan ng kuwit

inakala ko

matematika

hindi

ito ay pilosopiya

sabi niya

sumulat ka ng dalawang pangungusap

isulat mo ito ng dalawang beses

lagyan mo ng kuwit

sa mga magkaibang lugar

,,para sa pag-ibig hindi,

pinapayagan ang pumatay”

,,para sa pag-ibig,

hindi pinapayagan ang pumatay”

kasaysayan

ang naglipat ng lugar ng kuwit

ng maraming beses.

***

Odczekam tysiąc lat i będę żyła w innym świecie,

bez niepotrzebnych kultów

i będę kochać przeciw zimnym ścianom,

przeciw zimnym ludziom.

Będę czerpać

ciepło

z kwiatów.

Przeczekam tysiąc lat

ludzkiej nienawiści.

Filipino Translation

Ako’y maghihintay ng isang libong taon

at ako ay mabubuhay

sa kakaibang mundo

na walang mga kulto

at mamahalin ko

laban sa malamig na mga pader

laban sa mga nanlalamig na mga tao

Kukunin ko ang init

mula sa mga bulaklak

Maghihintay ako ng libo mang taon

sa poot ng sangkatauhan

w Gorzowie

25 lutego 2020 r. odbyło się spotkanie poetyckie w ramach projektu „GrupyLITER”. Wybrałyśmy się we trzy: Joanna Chachuła, Magdalena Olejnik i ja, jechałyśmy do Gorzowa Wielkopolskiego jakieś 6 godzin, nie bez niespodzianek po drodze. Towarzyszyła nam trema, bowiem tamtejsze środowisko i sama organizatorka dość wymagający, zresztą zawsze jest obawa o to, jak człowiek i jego pisanina zostaną przyjęte. Na dodatek w tym dniu odbywało się inne spotkanie ze znaną osobistością ze świata nauki i wybitnym znawcą języka, toteż istniała obawa, że frekwencja na naszym będzie znikoma.

Najpierw jednak wybraliśmy się na posiłek do naleśnikarni. Było smacznie i ładnie, z przyjemnością polecamy to miejsce.

fot.AJ

Obawy co do frekwencji okazały się nieuzasadnione, zjechali się ludzie z kilku miejscowości, przyjęto nas życzliwie. Dyskutowano o poezji i działalności grupy DESANT chętnie. Poznałyśmy nowych ludzi, ze starymi znajomymi witaliśmy się serdecznie. Najaktywniejszymi dyskutantami, oprócz Beaty Patrycji Klary byli panowie Marek Stachowiak, Marek Lobo-Wojciechowski, Roman Habdas.

fot.AJ
fot.M.Stachowiak
fot.AJ
fot.Jolanta Karasińska
fot.L.Lisiecki
fot.L.Lisiecki
fot.L.Lisiecki
fot.L.Lisiecki
fot.L.Lisiecki

Nocowałyśmy w niezwykłym miejscu, nieco za miastem, przyjęci bardzo gościnnie przez Beatę Patrycję Klary i Marka Stachowiaka rozmawialiśmy niemal do północy. Później udałyśmy się na spoczynek do pokojów zatytułowanych: piekło, niebo i raj. Rano króciutki spacer po okolicy i w drogę.

fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.M.Olejnik
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ

W Gorzowie Wielkopolskim wszystkie trzy byłyśmy po raz pierwszy, toteż interesowało nas, co miasto może nam pokazać. Na zwiedzanie przeznaczyłyśmy środowe przedpołudnie. Najpierw ruszyłyśmy nad Wartę.

fot.AJ
fot.AJ
fot.M.Olejnik
fot.AJ
fot.M.Olejnik
fot.AJ

Przed budynkiem Miejskiego Ośrodka Sztuki zatrzymałyśmy się przy rzeźbie Andrzeja Moskaluka.

fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ

W Miejskim Ośrodku Sztuki zwiedziłyśmy niezwykłą wystawę prac Władysława Hasiora .

fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ

Za sprawą gorzowskiej projektantki Natalii Ślizowskiej i jej MY FASHION WORLD, znalazłyśmy się na chwilę w świecie mody. Intrygująca była zarówno jej wystawa w MOS jak i zagospodarowanie przestrzeni, w której znalazło się miejsce na kącik modowy z przymrużeniem oka.

fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.M.Olejnik
fot.M.Olejnik

W innej sali zatrzymał nas filmowy performance.

Gorzów będzie nam się kojarzył również z dość dziwną budowlą w kształcie pająka. Zauważyłyśmy ją już poprzedniego dnia.

fot.AJ
fot.AJ

Jak na dwa dni, a właściwie popołudnie i wieczór jednego a przedpołudnie następnego dnia wrażeń było naprawdę moc.

A w drodze powrotnej luty zafundował nam takie obrazki.

fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ
fot.AJ

styczniowo

Styczniowy wypad do Aten dostarczył sporo wrażeń. Już dawno obiecywałam sobie, że polecę i wreszcie zrealizowałam obietnicę. Zobaczyłam naprawdę dużo. Obowiązkowy tour po mieście, Akropol, Muzeum Akropolu, Plaka, Montiriaki, Anafiotika, uliczki starego miasta, uroczysta zmiana warty przed Parlamentem, ale i wycieczka kolejką w dalsze rejony, do zwyczajnych dzielnic mieszkaniowych, wycieczka autobusem do Delf i Pireusu, samochodem do Porto Rafti, Elefsiny, Vravaronas, wszechobecne koty. Tydzień to mało, ale i dużo, zwłaszcza jeśli się spędza czas intensywnie. Morze i góry, ulice i uliczki, sklepiki pełne pamiątek, jedzenie w tawernach, kawa w kawiarniach i nieco pogody w czas zimorodka. Warto będzie się wybrać jeszcze kiedyś.