Archiwa kategorii: notatki z podróży

spacer po Krakowie

Kraków ma wiele uroku o każdej porze. Zaczarował mnie już dawno, chodzę, zwiedzam, zaglądam do teatru. Przejażdżka dorożką ostatnio bardzo podrożała, ale i tak chętnych jest wielu. Mim – pisarz grodzki – na Grodzkiej zadomowił się na stałe. Przed kościołem Piotra i Pawła Andy Grabowski z wiolonczelą, jest też sopranistka o czystym, dźwięcznym głosie, w rynku gitarzyści. Do ulicznych grajków mam słabość, choć wielu z nich to prawdziwi artyści i w zasadzie miano „grajka” to kiepskie określenie. Magii dodaje światło, teraz świąteczne, ale księżyc dokłada starań, aby było jeszcze piękniej, bardziej nostalgicznie. Gwarno, wielojęzyczny i wielopokoleniowy tłum przemieszcza się w różne strony. Dość ciepło, jak na tę porę roku, kilka stopni powyżej zera.

muzeum 30 grudnia 2017, Kraków

Odwiedziliśmy Muzeum Józefa Czapskiego. Niezwykły człowiek, niezwykłe muzeum. Oprócz wielu eksponatów, obrazów, plansz znajduje się tam odwzorowany w skali 1:1 pokoik artysty z Maisons-Laffitte, w którym mieszkał przez ponad 40 lat,  „przeniesiony” z Francji wraz z całym oryginalnym wyposażeniem: meblami, księgozbiorem, pamiątkami, a nawet jak się dowiedzieliśmy, drzwiami i oknami. Pokoik – to dobre słowo, bowiem pomieszczenie jest naprawdę malutkie, ma jednak swój klimat, który warto poczuć. Książki, biurko, łóżko w kącie, gazety, pędzle oddzielone zaledwie niewielką szybką dają wrażenie, że na chwilę staliśmy się jego gośćmi. Wcześniej materiały filmowe, interaktywne tablice, dzienniki wypełnione drobnym pismem, prawie nieczytelnym, okraszone rysunkami – wszystko to daje powód do refleksji nad historią, nami samymi, chciałoby się powiedzieć – takich ludzi nie ma. A jednak byli…

Brighton

Brighton – podobno letnia stolica Wielkiej Brytanii. Atmosfera kurortu udzieliła się i uczestnikom festiwalu „Słowiańska Brosza”. Zakupiono gustowne pamiątki w postaci kubeczków, notesików, magnesików, ściereczek z napisem, ołóweczków, kartek pocztowych. Zjedzono obowiązkowy zestaw fisch and chips, odbyto spacer po molo-wesołym miasteczku, tudzież po plaży, wykonano parę fotek na tle tła i ruszono dalej w równie malownicze zakątki.

Piękne miejsce

Na zakończenie festiwalu „Słowiańska Brosza” mieliśmy nie lada okazję wybrać się na wycieczkę na klify Seven Sisters. Nie spodziewaliśmy się, że będziemy podziwiać takie widoki. Białe kredowe skały, krawędzie bardzo strome, szmaragdowe morze, zielone pastwiska, owce pasące się w oddali. Gdzieniegdzie pas trawy wydzielony drutem i tabliczka, że klif ulega erozji i jest niebezpiecznie. Wędrujących wzdłuż klifu sporo, o dziwo ubranych lekko, mimo chłodu i wiatru. Niektórzy z kijkami, niektórzy z plecakami. Jeżeli komuś kiedyś przyszło przeżyć efekt „wow” na widok natury, to nam się wtedy zdarzyło. Klifów podobno jest osiem, nie liczyliśmy. W paru miejscach widzieliśmy niewielkie krzyże, jakiś bukiet kwiatów – widoczny znak, że ktoś zakończył tu swój żywot. Jak wieść niesie, nie byli to jedynie nieostrożni turyści a osoby wybierające śmierć samobójczą, różne źródła podają, że rocznie to 25 do 40 desperatów.

Zwraca uwagę latarnia morska, znajdująca się w dole. Biało-czerwony akcent na niebiesko-szafirowym tle. Obiekt liczy sobie już dobrze ponad setkę lat, ale jak na staruszka trzyma się dzielnie i jest oczywiście najczęściej fotografowanym miejscem w okolicy. Zresztą, co tu dużo opowiadać, wystarczy spojrzeć…

refleksyjnie

28 października 2017 r. razem z Izą Rokicką i Jarosławem Trześniewskim-Kwietniem odwiedziliśmy cmentarz na warszawskich Powązkach. Było zimno, padało, szybko zapadał zmierzch. Na kilku mogiłach zapaliliśmy znicze, położyliśmy kwiaty…