Sylwester i Nowy Rok w okolicy mojego balkonu.













Od czasu do czasu przewinie się jakiś ptak, gdzieś usłyszy się odgłosy… ale to nie to samo, co wiosną, latem, czy choćby jesienią.
Sikorki przemieszczają się z gałązki na gałązkę bardzo zwinnie.










sroki utrzymują się na gałęziach nieco dłużej… a osiedlowe gawrony, kawki i jakie tam jeszcze mają swoje ulubione miejsca i nie tracą energii na latanie to tu, to tam.



W czas pandemiczny, kiedy siedzi się głównie w domu, pichcąc obiady i obiadki, chce się nieco powspominać, a pomagają w tym zdjęcia z podróży. Najchętniej nie z tych „dookoła komina”.
W marcu 2014r. dzięki poezji udało się zajrzeć po raz pierwszy do Londynu . Zaskoczeniem była prawdziwie wiosenna pogoda, łany żonkili i narcyzów w parkach i na skwerach. Imprezę opisałam wtedy, a teraz luźne refleksje, wspominkowe. Hotelik blisko stacji metra, maleńki, klaustrofobiczny, z prysznicem, umywalką i toaletą niewiele większą od tej, którą można spotkać w pociągach; do tego dziwne oddzielne krany z ciepłą i zimną wodą, ekwilibrystyka przy porannej i wieczornej ablucji. Spacery, muzea, puby, jakieś sklepiki z pamiątkami, kierowca autobusu miejskiego, z którym próbowaliśmy się dogadać po angielsku, a ten zapytał: – nie prościej byłoby po polsku??? Z jedzenia najbardziej smakujące frytki z rybą. Wielojęzyczny i wielokolorowy tłum, jak w wielu stolicach.
Ech, wróciłoby się…























Widok na miasto od strony ulicy Grodzkiej o zachodzie słońca może zaczarować.


















Sobotni spacer do parku, liście już opadły, jest rudo. Przyroda jednak nie próżnuje, wystarczy zerknąć na niektóre drzewa.









Pierwszy śnieg wywołuje zawsze niemałe poruszenie.













Całkiem blisko rośnie kilka drzew, na jednym z nich często siadają sikorki bogatki. Podobno są największe pośród europejskich sikor i należą do wróblowatych. Nieco skaczą po gałązkach, coś pogryzają, są bardzo szybkie i zwinne, toteż złapanie ich w obiektyw wcale nie jest takie proste. Najpierw trzeba je usłyszeć, wypatrzyć a dopiero później łapać w obiektyw.

















Dzisiejszy spacer po lesie przyniósł raczej większy pożytek z zażywania świeżego powietrza niż fotografowania. Tym niemniej parę fotografii udało się zrobić.













Zimno, ledwie 2-3 stopnie powyżej zera, spore zachmurzenie, ale spacer na świeżym powietrzu zaliczony. Kilka zdjęć zrobione, więc można uznać, że czas spędzony pożytecznie.



















