




W czas pandemiczny, kiedy siedzi się głównie w domu, pichcąc obiady i obiadki, chce się nieco powspominać, a pomagają w tym zdjęcia z podróży. Najchętniej nie z tych „dookoła komina”.
W marcu 2014r. dzięki poezji udało się zajrzeć po raz pierwszy do Londynu . Zaskoczeniem była prawdziwie wiosenna pogoda, łany żonkili i narcyzów w parkach i na skwerach. Imprezę opisałam wtedy, a teraz luźne refleksje, wspominkowe. Hotelik blisko stacji metra, maleńki, klaustrofobiczny, z prysznicem, umywalką i toaletą niewiele większą od tej, którą można spotkać w pociągach; do tego dziwne oddzielne krany z ciepłą i zimną wodą, ekwilibrystyka przy porannej i wieczornej ablucji. Spacery, muzea, puby, jakieś sklepiki z pamiątkami, kierowca autobusu miejskiego, z którym próbowaliśmy się dogadać po angielsku, a ten zapytał: – nie prościej byłoby po polsku??? Z jedzenia najbardziej smakujące frytki z rybą. Wielojęzyczny i wielokolorowy tłum, jak w wielu stolicach.
Ech, wróciłoby się…























Widok na miasto od strony ulicy Grodzkiej o zachodzie słońca może zaczarować.


















Sobotni spacer do parku, liście już opadły, jest rudo. Przyroda jednak nie próżnuje, wystarczy zerknąć na niektóre drzewa.









108 numer magazynu literacko-artystycznego „Azahar – revista poetica” poświęcony został niedawno zmarłym poetom – meksykańskiemu José Luis Calderón Vela, wenezuelskiemu Ysidro Parra i induskiemu Subhendu Kar. Tym razem magazyn liczy 50 stron (zwykle ok.300), nie był planowany, jednak redakcja na czele z Jose Luisem Rubio Zarzuele postanowiła uczynić ten piękny gest. Wszyscy trzej byli związani z „Azahar”, publikowani na łamach czasopisma, José Luis Calderón Vela od 5 lat.
Subhendu Kar zaprosił mnie kiedyś do grona Fb znajomych i przysyłał czasem swoje wiersze po angielsku, zdarzyło się, że powiedział ciepłe słowo o moich publikowanych w internetowym wydaniu Our Poetry Archive, nie sądziłam, że czas wymaże go z listy znajomych tak szybko.
Mój udział tym razem fotograficzny w części „Galeria Artistica” wśród 24 autorów prac.



Pierwszy śnieg wywołuje zawsze niemałe poruszenie.













Publikacja z tłumaczeniem wierszy poety Aleksandra Paka na język polski poleciała do Ałtajskiego kraju. Pokazano ją w tv; cóż, nie sądziłam, że „Metafora Współczesności” znajdzie gościnę tak daleko, choć wiem, że fruwa tu i tam.





Całkiem blisko rośnie kilka drzew, na jednym z nich często siadają sikorki bogatki. Podobno są największe pośród europejskich sikor i należą do wróblowatych. Nieco skaczą po gałązkach, coś pogryzają, są bardzo szybkie i zwinne, toteż złapanie ich w obiektyw wcale nie jest takie proste. Najpierw trzeba je usłyszeć, wypatrzyć a dopiero później łapać w obiektyw.

















Dzisiejszy spacer po lesie przyniósł raczej większy pożytek z zażywania świeżego powietrza niż fotografowania. Tym niemniej parę fotografii udało się zrobić.













Zimno, ledwie 2-3 stopnie powyżej zera, spore zachmurzenie, ale spacer na świeżym powietrzu zaliczony. Kilka zdjęć zrobione, więc można uznać, że czas spędzony pożytecznie.



















