Taki był 4 lipca 2020, zmieniał barwę…





Taki był 4 lipca 2020, zmieniał barwę…





Kolejny numer magazynu literackiego „Azahar” z moim skromnym udziałem. Na 285 stronach 821 poetów z 66 krajów, a wszystko za sprawą redaktora Jose Luisa Rubio Zarzueli i tłumaczy. W galerii artystycznej jedno moje zdjęcie z Aten wykonane w styczniu 2020.








Jeśli nie da się daleko, to warto przyjrzeć się temu, co blisko. W promieniu kilkudziesięciu kilometrów od Sieradza można znaleźć ciekawe miejsca i urokliwe zakątki, podpatrzeć przyrodę, zatrzymać w kadrze lato.






































Okolice wzgórza zamkowego i ul. Grodzka.

















Urocza okolica sztucznego zbiornika na rzece Warcie, ostoja ptactwa. Wrażenie robi ogrom wody, prawie morze 😉 Warto zajrzeć do kościółka w Siedlątkowie, znajdującego się poniżej poziomu wody.























„Klucz do światła” – to tytuł almanachu bułgarskiego festiwalu „Duchowość bez granic”. W tym roku festiwal odbył się online, ale poprzednie wspominam z rozrzewnieniem. To już kolejna antologia z moim udziałem, tym razem umieszczono w niej 3 wiersze przetłumaczone na język bułgarski przez znakomitą Teresę Moszczyńską-Lazarową, która z festiwalem jest związana od kilku jego edycji.
Redaktorem wydania jest Rozalia Aleksandrowa szefowa festiwalu i inspiratorka całego przedsięwzięcia. To szczęście czuć bliskość takiego dobrego ducha poezji i poetów, jakim jest Rozalia Aleksandrowa. Na 248 stronach zmieściło się po kilka wierszy ponad 80 autorów z 12 krajów, wśród których oprócz Bułgarów najliczniej reprezentowaną grupą są Polacy. Oprócz Teresy i Rozalii tłumaczeniami na bułgarski zajęli się Łyczezar Seljaszki, Dymitr Christow, Ani Petrowa, Natalia Aleksandrowa, Emilia Kulinska. Piękne ilustracje i okładkę zaprojektował artysta malarz Asparuch Srbow.
Wielu autorów miałam okazję poznać i posłuchać ich wierszy podczas poprzednich pobytów w Plovdiv, festiwalu w Londynie i Czechowicach-Dziedzicach.
Niektórym osobom się wydaje, że skoro bułgarski używa cyrylicy, to musi być podobny do rosyjskiego, zrozumiały dla osób znających rosyjski. Nic bardziej mylnego, warto poznawać tę interesującą poezję, słuchać brzmienia języka i cieszyć się z przekładów.
Zarówno całemu festiwalowi jak i almanachowi przyświeca idea braterstwa w słowie, przyjaźni, miłości, światła, dobroci, człowieczeństwa, i to jest piękne.





https://atunispoetry.com/2018/10/05/poems-by-agnieszka-jarzebowska
początek audycji – niespodzianka, mój utwór w wersji śpiewanej po angielsku
Jechać, nie jechać, zastanawiało się wielu. Niektórzy wybrali „nie jechać”, grupka 12 osób zebrała się w sobie, zaopatrzyła w niezbędne maseczki, środki odkażające, rękawiczki i pojechała do miejscowości Giebnia. W domu byliśmy sami, do dyspozycji pokoje z łazienkami, kuchnia i salon – miejsce spotkań a także miejsce do grillowania i duuużo świeżego powietrza oraz cudowny widok na jezioro z pomostem i łanem maków tuż obok. Co tu dużo mówić – landszafcik miły oku, szczególnie po kilku miesiącach siedzenia w domu z powodu zalecanej kwarantanny i pracy zdalnej.
Poeci po Godzinach nie byliby sobą, gdyby nie zorganizowali wspólnego czytania poezji; jedno ze spotkań z debiutantem (książka w druku) Krzysztofem Schodowskim prowadził Roman Rojewski. Warto było posłuchać wierszy Krzysztofa, który pracował nad książką od kilku lat, porozmawiać o tym, co i jak pisze. Wieczór przekształcił się w śpiewaną biesiadę za sprawą Jula (Juliusz Rafeld), który dotarł z gitarą z Bydgoszczy i towarzyszył poetom do późnych godzin nocnych.
Drugiemu ze spotkań towarzyszyło nieco surrealistyczne tło kuchennego bałaganu, którego z pewnością bohaterka wieczoru Teresa Radziewicz nie mogła przewidzieć. Dodać trzeba, że goście spotkania odziani byli niecodziennie. Uznana już poetka odnalazła się w tej sytuacji znakomicie, a jej wiersze i fragmenty prozy skłoniły do refleksji i przemyśleń. Najnowsze dzieło Teresy nosi tytuł „ś” i jest w trakcie prac redakcyjnych, a właściwie czeka na stosowny projekt okładki. Spotkanie zaczęło się od przypomnienia jednej z pierwszych książek autorki „Sonia zmienia imię”. Okazało się, że zestawienie tych dwóch pozycji choć całkowicie przypadkowe, jest uzasadnione i ciekawie było posłuchać utworów, które dzieli kilka lat. Teresa Radziewicz zaprezentowała także nowe pismo literackie „epea” wydawane przez Książnicę Podlaską im. Łukasza Górnickiego.
Pogoda dopisała i oprócz spotkań poetyckich udało się zorganizować spontaniczne wypady do Inowrocławia, Biskupina i Kruszwicy.
Zjazdom PPG zwykle towarzyszyły wariacje na temat Szekspira, tym razem jednak postanowiono spontanicznie zainscenizować scenę z obrazu „Lekcja anatomii doktora Tulpa”. Oczywiście obraz był tylko inspiracją do pantomimicznych wygibasów, ale zespół bawił się przy tym znakomicie. Kulinarnym guru całego Zjazdu był Andrzej Dygas.
Pozostały wspomnienia i zestaw fotografii wśród czerwcowej przyrody pięknych Kujaw. A wszystko to nie byłoby możliwe, gdyby nie determinacja szefowej grupy Renaty Radnej-Mszycy.
































































fot. Agnieszka Jarzębowska, Krzysztof Schodowski, Andrzej Trzebicki
Wystawa prac Jacka Frąckiewicza w sieradzkim BWA ma trochę pecha ze względu na koronawirusa, nie było bowiem wernisażu, tłumu oglądających… – wielka szkoda. My wybraliśmy się tam w zwykły dzień, mieliśmy niezwykły komfort oglądania wystawy tylko we dwoje. Barwy i tematyka obrazów kocio-ludzka, nieco refleksji, nieco mrugnięcia okiem do widza, jak przystało na satyryka tej klasy, co mój ulubiony artysta. Z pewnością żadna kobieta pełniejszych kształtów nie miałaby kompleksów znajdując się w bezpośredniej bliskości płócien. Wielbicielki kotów już sobie wygooglały kocie perełki autorstwa Jacka. Mam nadzieję, że uda się zorganizować finisaż tej barwnej, energetycznej mieszanki, bowiem prace artysty w takiej ilości nieczęsto goszczą w murach tej szacownej placówki.


























