

od góry: Ryszard Krauze, Jacek Sojan, Ireneusz Bartkowiak, Janusz Ochocki, Marek Monikowski, Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz, Stanisław Kałkus, Jarek Kąkol


od góry: Ryszard Krauze, Jacek Sojan, Ireneusz Bartkowiak, Janusz Ochocki, Marek Monikowski, Ryszard „Sidor” Sidorkiewicz, Stanisław Kałkus, Jarek Kąkol







czasem trzeba pojechać dalej, czasem wystarczy blisko
W turniejach jednego wiersza jedni startują, bo lubią, inni startują dla zabawy, jeszcze inni dla prestiżu albo dla nagrody. Ktoś ocenia, ktoś wygrywa… Przegranych nie ma i nie jest to tylko „pocieszanka” dla tych, którzy akurat nie zdobyli żadnego wyróżnienia.
IV Noc Poezji i Muzyki w Sieradzu zgromadziła poetów z Łodzi, Sieradza, Pabianic, Mławy, Czartek, okolic Szadku, a gość wieczoru – Romuald Mieczkowski przybył z daleka, opowiedział o sobie, o miejscach, o zdarzeniach. Odpowiedział na nie najłatwiejsze pytania.
Wystąpili sieradzcy artyści – Renata Kubik, Zbigniew Paprocki i zaproszony gość z Łodzi – Ryszard Krauze. Trema pojawiła się u wszystkich, i u występujących, i u organizatorów, ale chyba najważniejsze jest to, że słowo i muzyka wywołały w ten wieczór uśmiech na wielu twarzach.
Jaka będzie i czy będzie, kolejna Noc Poezji i Muzyki? Okaże się za rok…










KSIĘGĘ BY SPISAĆ SIERADZKĄ
(nagroda specjalna za wiersz o tematyce regionalnej w Ogólnopolskim Konkursie Poetyckim „Mój list do świata” organizowanym przez Miejską Bibliotekę Publiczną Sieradzu)
Wychowały mnie nadwarciańskie pejzaże.
Przesuwa się klatka za klatką film
z moją historią, wpisaną w historię mojego miasta.
Zaczyna się od sypanych z wozu
wprost na podwórze górek piasku,
w których drążę tunele,
ściskam dłonie maluchów – towarzyszy zabaw.
Narastają wały wzdłuż Żegliny,
wyciągam z nich kolorowe szmatki na sukienki dla lalek.
Przypominam sobie smaki dzieciństwa:
Zalewajkę, lane kluski na mleku,
prażaki, chleb ze śmietaną i cukrem,
oranżadę w proszku, dropsy i watę cukrową.
Gdzieś pobrzmiewają okrzyki:
„Szmoooot, szmoooot.
Garnki, miski za gałgany”
(jakby wiedział o ekologii).
Boję się cyganów z okolic wzgórza zamkowego
i szarytek, co robią zastrzyki.
Piwonie, buldeneże i brzozy stroją ołtarze na Boże Ciało,
a ja dygając sypię kwiatki.
Dalej przeprowadzka z przyklasztornej podstawówki
do tysiąclatki na Rycerskiej.
Odwiedziny na Kościuszki w drewnianym domku z ogródkiem,
wypełnionym miłością bezpotomnej ciotki Marty.
Podchody, łażenie po drzewach, gra w karty.
Zjeżdżanie na sankach z Szewskiej i Zamkowej.
Furmanki z węglem zatrzymują się na Żabiej.
Później czytam książki przy latarce pod pierzyną,
grzeję plecy przy kaflowym piecu.
Oglądam turniej miast z Łowiczem na Rynku.
Idzie pochód pierwszomajowy.
Pogrzeby ciągną od fary przez całe miasto.
Kobierce róż ścielą się przed Jagiellończykiem.
W szkole organizują spotkania z kombatantami,
ze starym, brodatym Szternfeldem i z jego żoną
w sali chemicznej ogólniaka.
Matura i powrót po studiach.
I jeszcze wiele kadrów,
mrugnięć okiem
i zdarzeń.
Mogłabym księgę spisać
swoją
sieradzką
– mój list do świata.
2010
Agnieszka Jarzębowska