cerkwie i ikony mają w sobie coś magicznego. Zwiedzaliśmy w Plovdiv i cerkiew, i muzeum ikon. Było warto.

























cerkwie i ikony mają w sobie coś magicznego. Zwiedzaliśmy w Plovdiv i cerkiew, i muzeum ikon. Było warto.

























Ślub i wesele nad jeziorem. Piękna sprawa, a dla mnie okazja do złapania paru kadrów.
















21-22 czerwca gościliśmy troje artystów. W księgarniach Sieradza i Łodzi wystąpili Remi Juskiewicz, Rui Garcia i Aleksy Wróbel. Remi śpiewał i grał na gitarze, Rui grał na gitarze i zaśpiewał jedną piosenkę po portugalsku, a Aleksy Wróbel czytał swoje wybrane wiersze. Oba spotkania bardzo udane, choć mające kameralny charakter. Wszyscy trzej panowie przylecieli z Londynu i zaprezentowali się w najlepszy możliwy sposób. Razem odbyliśmy spacer po Sieradzu i po Piotrkowskiej, i choć Sieradz i Łódź to nie Londyn, zauroczyły naszych gości, ale najlepiej niech oddadzą to kolaże i fotografie.











Bardzo wzruszająca opowieść, wiele pań uroniło łezkę. Tak zawsze się dzieje, kiedy prawda z życia przechodzi na scenę, ekran, karty książek. Bohaterowie przeżywają piękne chwile, następuje rozstanie z jakiegokolwiek powodu, gdy wojna niszczy…
Mnóstwo utalentowanej młodzieży i niezrównany Robert Rozmus – to prawdziwa uczta dla oczu, uszu i serca – spektakl w Teatrze Muzycznym „Miss Sajgon”.












W słońcu i w deszczu, Plovdiv prezentuje się imponująco. Kultura objawia się w różnych postaciach, poeci z Polski zaznaczyli swoją obecność. Dla mnie dodatkowa radość, gdyż na plakacie widnieją zdjęcia mojego autorstwa z poprzedniego festiwalu „Duchowość bez granic”






























Najpierw zobaczyliśmy przez okno budynki, na których gniazdowały bociany. Widok niezwykły choćby z tego powodu, że na szkole, wielu budynkach w wiosce, a nawet na cerkwi były bocianie gniazda a w nich i obok nich bociany, bociany, bociany. Co roku mają swój festiwal.



.Później zauroczyła nas galeria i jej właściciel Ganu Ganev, który już na nas czekał, przywitał się z przybyłymi podając rękę, bądź obejmując tych, których poznał wcześniej.



W galerii mieliśmy usłyszeć koncert na tuby tybetańskie, wystąpiła niesamowita, porywająca Mihaella Stoikova i wirtuoz gitary – Samuil Gelev mężczyzna o urodzie Antonio Banderasa. Ach, jakie to było przeżycie… Były tańce, śmiech, dyskusje na tematy poważne i mniej. Radość bycia ze sobą w wielu obudziła chęć przyjazdu jeszcze raz, i jeszcze raz, o ile czas i życie pozwolą.















Z kolei przyszedł czas na czytanie wierszy. Gdzie kto stał, siedział stąd prezentował swoją twórczość. Sygnał dawała nieoceniona Rozalia Aleksandrowa – organizatorka festiwalu poezji „Duchowość bez granic”. Wystąpiła poznana wcześniej Tatyana Yotova – poetka, bardka, która podbiła nasze serca swoimi piosenkami, jedna z nich śpiewana wielokrotnie, stała się hymnem festiwalu.







Z pięciu byłam na trzech festiwalach. Za każdym razem było ciekawie. W pełni usatysfakcjonowana, choć nie w pełni zdrowa (przeziębienie po ulewie, oberwaniu chmury i chodzeniu na boso – z konieczności) wróciłam do rzeczywistości.
Tymczasem kilka migawek z festiwalu, opowieść układa się w głowie.








Góry Świętokrzyskie przywitały nas deszczem i nie odpuszczały. Na szczęście udało się cokolwiek zwiedzić.




Zalew Jeziorsko, kościółek i kapliczka w Siedlątkowie. Cisza, spokój, relaksujący widok zachodzącego słońca. Tego mi było trzeba.






Zapomniałam wziąć aparat fotograficzny, więc zdjęcia tylko komórką. Udało się namówić do podróży Monikę Milczarek i Rafała Kubika, który dotransportował nas na miejsce. W pięknym budynku Widzewskiego Domu Kultury spotkaliśmy paru znajomych, między innymi Grażynę Cebo-Więcek, która prowadzi Salonik Poetycki „Ogród Przemian”. Był też naczelny „Kameny” Stanisław Andrzej Średziński, który dedykował mi jedną ze swoich fraszek. Trzy „kolejki” czytanych wierszy pozwoliły zaprezentować się wszystkim chętnym. Podobały nam się jak zwykle teksty Magdaleny Cybulskiej, zauroczyły piosenki Janusza Kurowskiego utytułowanego łódzkiego barda, który śpiewał utwory z nagrywanej właśnie płyty. Cenne było to, że mogli się zaprezentować seniorzy, czytali swoje teksty wyjęte z szuflady, pozapisywane odręcznie w kajecikach, albo wydrukowane na kartkach. Każdy pretekst, aby wyjść z domu, dobry.


