Styczniowy wypad do Aten dostarczył sporo wrażeń. Już dawno obiecywałam sobie, że polecę i wreszcie zrealizowałam obietnicę. Zobaczyłam naprawdę dużo. Obowiązkowy tour po mieście, Akropol, Muzeum Akropolu, Plaka, Montiriaki, Anafiotika, uliczki starego miasta, uroczysta zmiana warty przed Parlamentem, ale i wycieczka kolejką w dalsze rejony, do zwyczajnych dzielnic mieszkaniowych, wycieczka autobusem do Delf i Pireusu, samochodem do Porto Rafti, Elefsiny, Vravaronas, wszechobecne koty. Tydzień to mało, ale i dużo, zwłaszcza jeśli się spędza czas intensywnie. Morze i góry, ulice i uliczki, sklepiki pełne pamiątek, jedzenie w tawernach, kawa w kawiarniach i nieco pogody w czas zimorodka. Warto będzie się wybrać jeszcze kiedyś.
Nigdy nie mów „nigdy”, więc kto wie, może przyjdzie jeszcze kiedyś polecieć. Druga część wyprawy do Indii przebiegła sprawnie, do zobaczenia dużo a w oglądaniu pomogło biuro podróży Paylesstoursindia. Mówi się, że Indie można kochać lub nienawidzić, właściciele biura na pewno je kochają, ja byłam ich ciekawa. Warto się wybrać, wyrobić własne zdanie. (kolejność dodawanych fotografii przypadkowa)
Zawsze się stosuję do prośby: – nie nagrywać, nie fotografować. Choć bardzo lubię uwieczniać, to jednak spektakle teatralne, operowe, operetkowe zapisują się jedynie na kartach mojej wewnętrznej pamięci. Nie inaczej było z wczorajszym przedstawieniem „Operowe fajerwerki w Teatrze Wielkim” w Łodzi. Znakomite widowisko z prawdziwymi fajerwerkami – efektami specjalnymi, ale i występy poszczególnych wykonawców i baletu aż iskrzyły. Szczególnie przypadły mi do gustu popisy baletu, zespół pokazał całą gamę swoich możliwości aktorskich i tanecznych. Spośród śpiewających zdecydowanie wyróżniły się moim zdaniem Dorota Wójcik i Agnieszka Makówka, widownię rozbawił „Duet kotów” w wykonaniu Aleksandry Borkiewicz i Bernadetty Grabias oraz taniec z lalką Joshua Legge, natomiast spośród śpiewających panów na szczególną pochwałę zasłużył Grzegorz Szostak. Choć nie jestem znawcą, a jedynie uważnym odbiorcą, to cieszę się, że takie barwne, pełnoobsadowe widowiska ze zmieniającą się scenografią i wytwornymi strojami powstają ku uciesze odbiorców, o czym może świadczyć wypełniona po brzegi widownia. Czyli nie tylko tzw. sylwester marzeń w Zakopanem może zgromadzić publiczność.
W Hiszpanii zauroczył mnie taniec sardana, w Indiach kuchipudi. Tradycyjny taniec z południa z małej wioski Andra Pradesh. Kiedyś podobno tańczyli go wyłącznie mężczyźni, źródła podają, że jest jednym z 11 indyjskich tańców klasycznych. Wiąże się z legendą o chłopcu, który miał poświęcić się religii w zamian za modlitwę. Jak było dokładnie, nie wiadomo, jak to w legendach, dość powiedzieć, że taniec ma specyficzny rytm i dramaturgię, a stroje tancerek, ich gesty i mimika bardzo efektowne. Wraz z grupą poetów miałam okazję obejrzeć ten niezwykły spektakl w Hyderabadzie, dzięki uprzejmości organizatorów i sponsorów festiwalu poezji. Spektakl niezapomniany o wyszukanej i niesamowicie trudnej choreografii. Każdy ruch dłoni i palców miał znaczenie. Podziwialiśmy ekspresję i niebywałe umiejętności tancerek. Mnie zachwycił dodatkowo taniec na specjalnym talerzu-mosiężnej misie, a trzeba wiedzieć, że tancerki tańczą boso i są udekorowane sporą ilością biżuterii, więc trzeba rzeczywiście sporych umiejętności, aby nie stracić równowagi.
Po długiej podróży autobusami, przesiadając się dwukrotnie dotarłam do Regionalnego Centrum Kultury Pogranicza w Krośnie. Zaraz po wyjściu z busa wpadłam w objęcia Olgi Lalić-Krowickiej a następnie z Kubą Niedzielą i mężem Olgi udaliśmy się na piętro imponującego obiektu. Wystawa prac już wisiała od jakiegoś czasu, teraz jednak miało się odbyć oficjalne ni to otwarcie, ni to zamknięcie, bowiem wystawa ma jeszcze powisieć. Z radością przywitałam się z Emilią i Stojće Tocinovskimi, którzy przyjechali z Macedonii, zamieniłam parę słów z gośćmi. Pani dyrektor powitała przybyłych i powiedziała kilka ciepłych słów na temat twórców. Niebywałą przyjemnością było odpowiadanie na pytania zwiedzających i odbieranie gratulacji.
Na wystawie znalazło się 10 moich fotografii, choć w założeniu mieliśmy pokazać po 5 prac.
Wyprawa do Indii grupy poetów z kilku miast Polski odbyła się w dniach 17 września – 2 października 2019 r. W tym czasie poeci wraz z osobami towarzyszącymi wzięli udział w dwóch festiwalach. W Guntur i Hyderabadzie. W skład grupy wchodzili Ryszard Grajek (Czechowice-Dziedzice), Alicja Kuberska (Inowrocław), Anna Czachorowska (Jabłonna), Izabela Zubko-Jarnicka (Warszawa), Agnieszka Jarnicka (Warszawa), Rafał Jarnicki (Warszawa), Agnieszka Jarzębowska (Sieradz). Najpierw przesiadka w Delhi i spotkanie z przybyłymi z Londynu polskimi poetkami Renatą Cygan i Bożeną Heleną Mazur-Nowak, później lot liniami IndiGo do Vijayavada, gdzie już czekał dr.L.S.Prasad – kardiochirurg, pisarz, tłumacz, filantrop i entuzjasta poezji goszczący na Festiwalu Poezji Słowiańskiej w Czechowicach – Dziedzicach w 2018 roku. Następnie razem z innymi gośćmi festiwalowymi polska grupka dojechała do Guntur, gdzie przybyłych powitali organizatorzy przedsięwzięcia prof. P.Gopichand i prof. P.Nagasuseela.
19 września 2019r. nastąpiło uroczyste otwarcie festiwalu,
prezentacja utworów promujących hasło „All for peace, peace for all” a także
wręczenie dyplomów, statuetek i pamiątkowych upominków. Przebieg i oprawa
festiwalu były sporym zaskoczeniem dla uczestników spoza Indii. Impreza trwająca
2 dni przygotowana została z wielkim rozmachem, gospodarze i uczestnicy imprezy
niezwykle życzliwi i serdeczni. Wszyscy goście festiwalowi obdarowani zostali
specjalnie wydaną anglojęzyczną antologią „The Vase”, (Antology of Poems,
Editors P.Gopichand, P.Nagasuseela, Authors Press, New Delhi, India). Promocja innych
książek przetłumaczonych przez dr.L.S.Prasada odbywała się również podczas
długich przejazdów autobusem, w przyjaznej towarzyskiej atmosferze. Grupa
polska wraz z poetami z Buthanu, Filipin i Indii zwiedziła starożytną świątynię
wykutą w skale Hindu Cave Temple Undavali, obejrzała występy tancerek i
wysłuchała koncertów induskich artystów. W Guntur na festiwalu gościło ponad 160
osób, a samo wydarzenie miało szeroki oddźwięk w prasie (12 artykułów w ciągu 3
dni).
Kolejnym etapem był festiwal w Hyderabadzie, nieco inny w
charakterze, bardziej kameralny, ale nie mniej interesujący. Grupę 24 poetów z
kilku krajów podejmowali dr.L.S.Prasad i znany induski reżyser, producent,
scenarzysta, malarz, Tollywood Director – B Narsing Rao. Swoje wiersze poeci czytali
w starym historycznym forcie Golconda. Mieli również okazję zwiedzić największe
na świecie miasteczko filmowe Ramoji, mogli obejrzeć plany filmowe podróżując
specjalnym otwartym samochodem wycieczkowym. W pogodnym nastroju zasiedli w
wytwornej sali, by skosztować specjałów indyjskiej kuchni. Nie zabrakło części
muzyczno-tanecznej, w Silparamam czekała na gości festiwalowych grupa tancerek,
która zachwyciła przybyłych magią tańca Kuchipudi. W hotelu Vivanta w
Hyderabadzie, gdzie mieszkali poeci, odbyła się część festiwalowa połączona z
wręczeniem pamiątkowych statuetek. Clou programu było podsumowanie festiwalu,
które miało miejsce w prestiżowym muzeum
Salar Jung, tu z udziałem 20 fotoreporterów i 5 stacji telewizyjnych organizatorzy
GIPF i Writers Corner uhonorowali gości festiwalowych specjalnymi dyplomami – International Award LIFE TIME
ACHIEBEMENTAWARD, wręczono tradycyjnie zdobione szale, padło wiele ciepłych
słów.
Ponadprogramowo odbyło się spotkanie przy herbatce w Ośrodku Kultury Malaxmi Courtyard. Delegację poetów z Polski i poetkę z Filipin powitali Y. Harish Chandra Prasad, założyciel i główny mentor grupy Malaxmi zapalony miłośnik literatury i słynny przemysłowiec oraz prezes Centrum Kultury Vijayawada i Amaravati (CCVA). Wyjaśniono wizję (Umysł, ciało i dusza) oraz cele działania grupy Malaxmi i CCVA. Wysłuchano śpiewu Carnatic oraz recitalu muzyki klasycznej Ranjani Sivakumar i jej trupy. Nie lada niespodzianką była muzyczna interpretacja wiersza naszej noblistki Wisławy Szymborskiej (w języku polskim). O specjalną, pełną ciepła i życzliwości atmosferę zadbała profesor Padmaja Iyengar-Paddy, która przedstawiła wielojęzyczną antologię wierszy Amaravati Poetic Prism 2018 i zaprosiła do udziału w wydaniu antologii 2019, goście zostali również zaproszeni na festiwal, który ma się odbyć 2 grudnia 2019r.
Choć przebieg festiwali w Guntur i Hyderabadzie był
rejestrowany przez zawodowych filmowców, amatorskie fotografie uczestników będą
miłą pamiątką festiwalowych chwil.
Niektórzy poeci zaczęli odrabiać zadanie domowe i wzięli się
do zapisywania refleksji z pobytu w Indiach wierszem lub prozą a na spotkaniach
autorskich w Polsce z pewnością uraczą słuchaczy opowieściami o tym ciekawym
kraju i interesującej kulturze.
Grupa w siedmioosobowym składzie w dalszej części wyprawy miała okazję pod opieką biura podróży pozwiedzać inne zakątki Indii w obrębie tzw. złotego trójkąta.
Plan wyjazdu do St.Petersburga pojawił się podczas poprzedniego wakacyjnego zwiedzania Wiednia w 8-osobowej grupie przyjaciół. Już we wrześniu znalezione zostało biuro i podjęte kroki w celu realizacji pomysłu. Wiadomo, że najpierw było czytanie lektur, przewodników, wypytywanie znajomych.
Okazało się, że pomysł wyboru biura z Olecka był strzałem w dziesiątkę. Świetny pilot, przygotowany merytorycznie, psychicznie, fizycznie i taktycznie. Zobaczyliśmy więcej niż było zaplanowane. Było to możliwe również ze względu na niezłe zdyscyplinowanie grupy, do naszej ósemki doszlusowała czwórka turystów (znajomych znajomych ze Słowacji).
Etap pierwszy – Olecko. Miasto nam się spodobało, wrócimy tu jeszcze na koniec naszej wyprawy.
Litwa
Wilno, dla mnie po raz kolejny, dla innych pierwszy. Sporo pieszego wędrowania, ale radość z odwiedzenia miasta jest wielka. Spotykam się ze znajomą poetką na kawie i cieście marchewkowym.
Łotwa
Połacie nawłoci, krwawnika, wrotycza, paproci, osty, brzozy, opuszczone domki z eternitem na dachach. Robinia jeszcze kwitnie, koniec lipca. Nazwy, które nic nie mówią. Żółto kwitnie rzepak. Jedziemy do Rygi. Bez żartów, nie przez Ząbkowice. W Rydze budynek bliźniaczy do warszawskiego Pałacu Kultury, w pobliżu bazar z garnkami, halami targowymi, w których wszystko za słony pieniądz i kwas chlebowy prosto z beczki, kawior na kilogramy. Kasa przed wejściem do toalety. Turyści tu z rzadka, dzielnica niewidowiskowa.Stara drewniana cerkiewka wita zielenią drewnianej bramy, złotym ikonostasem, panie nakrywają głowy chustkami. Jeszcze wrócimy zanurzyć się w miasto, na razie spojrzenie z pokładu promu – złote kopuły, iglice, dachy, łodzie pod żaglami, mosty, o zmierzchu wszystko inaczej niż za dnia. Ruszamy w morze, wieje i wiatr burzy nam fryzury. Odpływamy w sen błękitny, a może całkiem innego koloru.
hale targowe, Rygadrewniana cerkiew, Ryga
Wsiadamy na prom pełni obaw, że będzie bujało. Mieliśmy szczęście, pogoda dopisywała.
Szwecja, Sztokholm
muzeum Vasa
Turku
Suomenline
Finlandia,Helsinki
Rosja, Petersburg,
tylko migawki, nie sposób oddać wszystkiego, co dało się obejrzeć. A ile jeszcze zostało…
Szukając godnego miejsca na Zjazd PPG (na każdą kieszeń, żeby się zmieściło kilkanaście osób, żeby nikomu nie przeszkadzać, żeby był dostęp do kuchni i miejsce do wspólnej kolacji) nasza ulubiona szefowa Renata RM natrafiła na Zamek Gościniec Ligota. brzmiało zachęcająco, cena do przyjęcia, a skoro zamek to narzuciło się samo, że będzie z duchami. Zaklepano, opłacono, lista uczestników – aczkolwiek korygowana – domknięta. Zadanie przeobrażenia się w stwory i stworki przyjęte.
Zjazdowi dojeżdżali, witali się padając sobie w objęcia, wymieniając uściski dłoni. Po obejrzeniu posiadłości po raz pierwszy pojawia się słowo – MASAKRA. Na zewnątrz widokówkowo, w środku niekoniecznie, a nieprzywykli do traktowania bez przymrużenia oka poeci co jakiś czas wymieniali porozumiewawcze spojrzenia, a i uwagi nieco ostrzejsze zdarzały się także. Wszystko to za sprawą, ale przemilczmy…
Smakowite posiłki i wyrozumiała obsługa w restauracji Jantar w Kobylej Górze wynagrodziła wszelkie niedosyty. Najedzeni, objedzeni, uzbrojeni w dobre humory poeci zwiedzali okolicę, kontemplowali miejsca, chłonęli naturę i współobecność.
Jednym z ciekawszych odwiedzanych miejsc był klasztor sióstr nazaretanek w Ostrzeszowie. Oprowadzanie przez sympatyczną, pogodną siostrę Christellę.
Zadowoleni poeci odwiedzili jeszcze parę miejsc, z których największym zaskoczeniem była miejscowość Goszcz.
Nadszedł czas na pokazanie się od „strasznej” strony, Halloween w środku lata prezentował się za sprawą wszystkich uczestników zjazdu teatralnie i filmowo. Była profesjonalna sesja fotograficzna w wykonaniu Grzegorza W., który przytaszczył ze sobą, pokonując szmat drogi, wszelkie przydatne akcesoria. Ogólną wesołość wzbudziło przebranie jednego z poetów, który wyłamał się z konwencji hallowenowej. Były statuetki za najlepsze przebranie, wśród pań bezapelacyjnie wygrała Teresa a panowie Grzegorz i Marek musieli stanąć do dogrywki.
Każdego dnia nagrywano surrealistyczny filmik, którego narratorem był niezwykle kreatywny Jakub S. Wiele radości przyniosły gry, szczególnie kalambury związane z odgadywaniem tytułów filmów.
Aby tradycji stało się zadość, odbyły się także wieczory autorskie prezentujące twórczość Arkadiusza Irka i mojej skromnej osoby. Nie obyło się bez wzruszeń.
Zostały pamiątkowe plakietki, dyplomy i nadzieja na kolejne zwariowane, ale nie głupie spotkanie.