





















W 2012 ruszyliśmy w 3 samochody na południe Europy, nieco pozwiedzaliśmy, odpoczęliśmy, skosztowaliśmy miejscowej kuchni. Gdyby to było możliwe, powtórzyłabym podróż jeszcze raz.









Kwiatki, czekoladki, życzenia to nie wszystko, co się dzisiaj działo. Zresztą wystarczy zerknąć na zdjęcia.




Była sobota 23 lutego 2019 r. i spektakl „Piloci” w teatrze Roma – dynamiczne, roztańczone widowisko z niezłą obsadą (m.in. Robert Rozmus i mnóstwo „młodych zdolnych), zaskakujące efekty specjalne. 2 godz. 45 minut oderwania od codzienności plus nieco inne spojrzenie na historię Dywizjonu 303. Siedemnasty rząd, całkiem dobre miejsce do oglądania i kontemplowania.


a później spotkanie z „odbiciami” i after w MultiPubie pod Grubą Kaśką, wieczór skończył się nocnymi Polaków rozmowami o jakiejś czwartej nad ranem. Powrót do pracy i spraw domowych mniej rozrywkowy. Reset zawsze pożądany…



Nie mogłam sobie odmówić drobnego komentarza kolażowego. (Niestety zdjęcia robione komórką, bo prawdziwy aparat został na łóżku w apartamencie)



The Best of Muzyczny – taki tytuł miał niedzielny trzygodzinny spektakl w Teatrze Muzycznym w Łodzi. Jak zwykle dzięki uprzejmości Janiny Majewskiej udało mi się dołączyć do grupy uczestników podróżujących z Sieradza. Spektakl grany po raz kolejny, ale nie lekceważąc w żadnej mierze słuchaczy, którzy wypełnili teatr po brzegi.
Jeśli ktoś nawet nie jest bywalcem przedstawień muzycznych musiał wcześniej słyszeć piosenki i arie z takich musicali i operetek jak m.in.:
„Jesus Christ Superstar”, „Człowiek z La z Manchy” , „Evita”, „Les Miserables”, „Księżniczka czardasza”, „My Fair Lady”, „Wesoła wdówka”, „Skrzypek na dachu” czy całkowite nowości – zapowiedzi „Miss Sajgon”, czy „Madagaskar”. Do tego piękny polonez z „Pana Tadeusza”. Nie mam wątpliwości, że ci którzy witali nowy rok w towarzystwie ekipy Teatru Muzycznego bawili się świetnie.
Radość sprawił nam Michał Mielczarek, który nie tylko dobrze bawił publiczność, ale ze sceny przyznał się do Sieradza i po spektaklu wyszedł, by zamienić słowo z przybyłymi i zapozować do wspólnej fotki.



Z cyklu – jam tam… 😉
Kolejna antologia wydana na Florydzie, tym razem po polsku, w doborowym towarzystwie kilka moich tekstów poświęconych tym, którzy odeszli…

25 stycznia 2019 r. w piątek odbyło się setne spotkanie poetów na DACH-u w Warszawie, właściwie to było spotkanie SAP-owiczów, czyli członków Stowarzyszenia Autorów Polskich, II Oddz. Warszawa, jednak było trochę osób spoza stowarzyszenia, w tym ja jako wolny strzelec i niezgrupowana istota. Na sali osobnicy w wieku x-plus, a jak się bawili, jak składali sobie życzenia, jak się witali… miło było spojrzeć, usłyszeć i być pośród. Dotarłam na miejsce, czyli na Fajansową do klubu Ona taksówką w towarzystwie Ryszarda Grajka, wcześniej w dworcowym McDonaldzie spędziwszy na pogawędce i planowaniu kolejnych imprez około poetyckich, dobrze ponad godzinę.
Inicjatorka całego zamieszania Wanda Dusia Stańczak rozpoczęła Dach z niejakim opóźnieniem, bowiem zgromadzeni na sali żywo biesiadowali, gadali, dobijali inni. W każdym razie krzesła trzeba było dostawiać. Wręczono nagrody, dyplomy, statuetki, śpiewano, grano, rozmawiano, żartowano, jedzono, pito, prezentowano sylwetki i wiersze. Motyw „setki” pojawiał się wielokrotnie. A jaka była atmosfera, wystarczy zerknąć na kolaże.






I ludzie życzliwi, i miejsce spotkania niezwykłe…







W Bibliotece Powiatowej dziś całkiem sympatycznie i z niezłą jak na fatalną pogodę i to, że wiele osób nie mogło przyjść ze względu na obowiązki służbowe, frekwencją. Opowiadałam o festiwalach poezji, o ludziach, których spotkałam, o miejscowościach, które odwiedziłam. Choć przez chwilę mogłam być znów w pięknym otoczeniu, w słońcu, ciepełku, a na dodatek jeszcze zabrać parę osób w osobliwą podróż. Pokazałam ponad 200 zdjęć, przytoczyłam parę anegdot. W bibliotece zostanie jeszcze nieco tego nastroju, bowiem udało się otworzyć wystawę w holu, będzie czynna przez miesiąc, a może i dłużej.


