Aniela Wilk – to pseudonim debiutującej właśnie młodej autorki. Promocja pierwszej książki (2,5 tys. egzemplarzy) odbyła się w księgarni, w kameralnym gronie i prawie rodzinnej atmosferze.


Aniela Wilk – to pseudonim debiutującej właśnie młodej autorki. Promocja pierwszej książki (2,5 tys. egzemplarzy) odbyła się w księgarni, w kameralnym gronie i prawie rodzinnej atmosferze.


IX Festiwal Poezji i Muzyki przeszedł do historii. Frekwencja wysoka, program bogaty. Cóż dodać więcej?… Zostały płyty, tomiki wierszy, fotografie.











21-22 czerwca gościliśmy troje artystów. W księgarniach Sieradza i Łodzi wystąpili Remi Juskiewicz, Rui Garcia i Aleksy Wróbel. Remi śpiewał i grał na gitarze, Rui grał na gitarze i zaśpiewał jedną piosenkę po portugalsku, a Aleksy Wróbel czytał swoje wybrane wiersze. Oba spotkania bardzo udane, choć mające kameralny charakter. Wszyscy trzej panowie przylecieli z Londynu i zaprezentowali się w najlepszy możliwy sposób. Razem odbyliśmy spacer po Sieradzu i po Piotrkowskiej, i choć Sieradz i Łódź to nie Londyn, zauroczyły naszych gości, ale najlepiej niech oddadzą to kolaże i fotografie.











W słońcu i w deszczu, Plovdiv prezentuje się imponująco. Kultura objawia się w różnych postaciach, poeci z Polski zaznaczyli swoją obecność. Dla mnie dodatkowa radość, gdyż na plakacie widnieją zdjęcia mojego autorstwa z poprzedniego festiwalu „Duchowość bez granic”






























Najpierw zobaczyliśmy przez okno budynki, na których gniazdowały bociany. Widok niezwykły choćby z tego powodu, że na szkole, wielu budynkach w wiosce, a nawet na cerkwi były bocianie gniazda a w nich i obok nich bociany, bociany, bociany. Co roku mają swój festiwal.



.Później zauroczyła nas galeria i jej właściciel Ganu Ganev, który już na nas czekał, przywitał się z przybyłymi podając rękę, bądź obejmując tych, których poznał wcześniej.



W galerii mieliśmy usłyszeć koncert na tuby tybetańskie, wystąpiła niesamowita, porywająca Mihaella Stoikova i wirtuoz gitary – Samuil Gelev mężczyzna o urodzie Antonio Banderasa. Ach, jakie to było przeżycie… Były tańce, śmiech, dyskusje na tematy poważne i mniej. Radość bycia ze sobą w wielu obudziła chęć przyjazdu jeszcze raz, i jeszcze raz, o ile czas i życie pozwolą.















Z kolei przyszedł czas na czytanie wierszy. Gdzie kto stał, siedział stąd prezentował swoją twórczość. Sygnał dawała nieoceniona Rozalia Aleksandrowa – organizatorka festiwalu poezji „Duchowość bez granic”. Wystąpiła poznana wcześniej Tatyana Yotova – poetka, bardka, która podbiła nasze serca swoimi piosenkami, jedna z nich śpiewana wielokrotnie, stała się hymnem festiwalu.







Z pięciu byłam na trzech festiwalach. Za każdym razem było ciekawie. W pełni usatysfakcjonowana, choć nie w pełni zdrowa (przeziębienie po ulewie, oberwaniu chmury i chodzeniu na boso – z konieczności) wróciłam do rzeczywistości.
Tymczasem kilka migawek z festiwalu, opowieść układa się w głowie.








Z marszu, bez zastanowienia, bez prób. Czytałam razem z kilkoma poetkami wiersze Zbigniewa Herberta. Było kameralnie, klimatycznie i chyba słuchacze nabrali ochoty, aby sięgnąć po jego twórczość. Czegóż chcieć więcej?…





Poezja Lechonia, Kasprowicza, Iwaszkiewicza, ks. Twardowskiego, Wilde’a zabrzmiała w wykonaniu Jarka Kąkola w szpitalnej sali konferencyjnej. Było też nieco opowieści zwykłego-niezwykłego artysty pieśniarza, rzeźbiarza, twórcy witraży, który lubi sobie czasem pobyć „chłopem z krwi i kości” i popracować ciężko fizycznie. Jak to się stało, że zainteresował się poezją, jak ją czuje, przeżywa, przekłada na dźwięki można było posłuchać w gawędach tego górala z Węgierskiej Górki, mającego swe korzenie w Milówce, związanego z Żywcem.
Pozazdrościć mu tylko wrażliwości na słowo, na ludzkie historie i szczerości przekazu.
Parę wierszy z wydanej przed kilku laty antologii Koła Literackiego Anima „Optymistyka” przeczytała Maria Duszka – inicjatorka spotkania.














