certyfikat

Światowy Dzień Poezji UNESCO przyniósł przypomnienie kilku moich tekstów czytanych przez Joasię Słodyczkę, Małgosię Skwarek-Gałęską i aktora Teatru Pinokio Łukasza Batko. Dotarła jeszcze piękna laurka-certyfikat, nie wiem, czym sobie nań zasłużyłam, ale było mi miło, dotarły też na pocztę e-mail życzenia z Indii.

pierwszy dzień nie-wiosny albo Dzień wróbla

Wróbli coraz mniej, bo mało miejsc do gniazdowania. Kiedyś mnóstwo wróbli gnieździło się na strychu domu, w którym mieszkałam, w okolicznych krzakach, w stodołach na obrzeżach miasta. Na wsi było ich jeszcze więcej, miały co jeść, koszono zboże kosą, część ziarna wysypywała się na ziemię, stanowiąc pokarm dla ptactwa, trawy rosły sobie samopas, często zdążyły dojrzeć, zanim je skoszono. Teraz widuję wróble w gęstych tujach, uwielbiają przesiadywać na gałęziach forsycji, ze smakiem zajadają ich młode pączki. Pojechaliśmy do Siedlątkowa nad zalew Jeziorsko. teraz jest tam strasznie płytko, widać ogromne łachy piasku, spod ziemi wystają pnie drzew wyciętych kiedyś, w czasie gdy powstawał zbiornik. Po drodze spotkaliśmy bażanta, kwiczoły, czyże i mnóstwo gołębi grzywaczy tworzących na drutach jakby nuty-akordy-przygrywki mającej nastąpić wiosny.

jak w garncu

Marzec kapryśny w tym roku, imieniny Józefa przywitał śniegiem, choć na Grzegorza zima miała iść do morza. Pogoda pogodą, ale potrzeba spaceru zwyciężyła i wybraliśmy się nad zbiornik Jeziorsko, oczywiście wypatrując zwierza, a ściślej ptactwa. W pewnym momencie zaczął nam towarzyszyć kot, wędrował noga w nogę, najwyraźniej czując się panem okolicy, jakby nas oprowadzał.

Mimo niesprzyjającej aury udało się namierzyć nieco gatunków ptaków z dość bliska i całkiem daleka (bażant, kormorany, gągoły, czajka, łabędzie nieme, myszołów, brodzące, mewy, nurogęś). Łyknęliśmy przy tym nieco świeżego powietrza, w międzyczasie obejrzeliśmy kościółek w Pątnowie, powrót przy braku całkowitej widoczności, w śnieżycy. Ależ ten marzec dokazuje.

na osiedlu

Trwają prace przy porządkowaniu, dosadzaniu, wytyczaniu alejek. Kosze, ławeczki – będzie park. Kiedyś na pustym placu nie było górki, z której zimą zjeżdżają dzieciaki, raz nawet lądował helikopter, rozstawiło się wesołe miasteczko. Teraz lekko zdezorientowane kosy zastanawiają się może, co się dzieje z „ich” terytorium.

polsko-grecki

Kolejny nowy tomik nienowych wierszy. Nie są nowe w wersji polskiej, jednak grecka wersja świeżutka. Pierwsze odgłosy czytelników bardzo pozytywne. Tłumaczenie Agata Stefanou. Wydawnictwo MK.

daleko

W Indiach ukazała się antologia, a w niej mój wiersz i notka bio. Antologia jest dwujęzyczna angielsko-manipuryjska. W publikacji prezentowana jest spora grupa polskich poetów. Wędrujemy nie tylko po fecebooku.