Archiwum kategorii: spotkania

16 grudnia 2023

„Witraże” – taką nazwę mają comiesięczne spotkania Stowarzyszenia Autorów Polskich O.II.Warszawa. Tym razem miały wyraz szczególny i to nie tylko dlatego, że ostatnie tegoroczne i przedświąteczne. Tym razem z sympatyka SAP-u stałam się członkiem Stowarzyszenia i otrzymałam legitymację z datą przyznania mi statusu członka 1.12.2023r. Na uroczyste przedwigilijne spotkanie przybyli goście z różnych zakątków Polski, przyleciała z Londynu Renata Cygan, uczestniczył Eugeniusz Orłow – Prezes Rady Głównej SAP. Prowadzącymi spotkanie były trzy Elfy – członkinie Zarządu SAP O.II.W-wa Wanda Dusia Stańczak, Renata Cygan i Beata Baran.

Program Witraży był niezwykle bogaty, jak przystało na podsumowanie roku. Miłymi akcentami było wręczenie dyplomów wyróżniającym się członkom i sympatykom oddziału, które otrzymali: Andrzej Rodys, Danuta Duszyńska, Alicja Kuberska, Kazimierz Linda, Jolanta Bogusławska, Mariola Wiewiór, Ewa Adamczyk, Łukasz Knyziak, Wojciech Włodarczyk, Ewa Jowik, Tadeusz Knyziak, Tomasz Rudnicki a także Fundacja im. ks. prof. Ryszarda Rumianka, Galeria Piecowa oraz nagrody im.Bolesława Prusa Izabeli Zubko.

Na prośbę Wandy Dusi Stańczak powiedziałam kilka słów o sobie i zaprezentowałam sygnalnie swoją twórczość… bowiem program był bardzo bogaty, a wśród występujących m.in. Leonid Kołodko vel Kunicki, czyli Lonia – artysta z Białorusi, który zaskarbił sobie sympatię przybyłych na Witraże śpiewając w różnych językach i zachęcając do wspólnego śpiewu polskiej kolędy. Swoją twórczość przedstawili także Andrzej Rodys, Jadwiga Miesiąc, Enormi Stationis, parę słów powiedział Juliusz Erazm Bolek

Z okazji wpisu na światową listę dziedzictwa naszego tańca narodowego – poloneza – pod przewodnictwem wykształconych, utytułowanych tancerzy Małgorzaty i Marka Wiśniewskich z Zespołu Tańca Historycznego.

Wystąpił duet Małgorzata Skwarek-Gałęska i Ryszard Krauze, wielu już znany z wcześniejszych imprez poetyckich. Dała się namówić na krótką prezentację piosenki autorskiej Beata Kułaga.

Nastrój całej imprezy nie do podrobienia.

(fot.AJ i uczestnicy spotkania)

można i tak

Świętowanie

Kiedy spotykają się Poeci Po Godzinach, nieważne w jakim składzie i w jakim zakątku Polski, zawsze jest święto, i nie tylko to zaznaczone w kalendarzu na czerwono, żeby zaoszczędzić cenny urlop tych, którzy jeszcze pracują. Zawsze jest święto słowa, życzliwości, kreatywnego spędzania czasu.

Nie inaczej było w Warszawie w dniach 10-12 listopada 2023 roku. Hasło – spotkajmy się w Warszawie – rzucone przez Renatę Radną-Mszycę podjęło 9 poetów z różnych zakątków kraju, znaleziony został stosowny apartament w dobrej lokalizacji i ułożony plan pobytu. Już od momentu ruszenia w drogę meldowaliśmy kto, gdzie i czy środek lokomocji ma opóźnienie, czy zdążymy na czas do Muzeum Narodowego na wystawę Picassa. Odnaleźliśmy się w kolejce do szatni wśród tłumu chętnych do obcowania ze sztuką.

Picasso w wersji czarno-białej z odrobiną koloru w wersji ceramicznej kilku osobom przypadł do gustu, inni woleli stałą wystawę malarstwa polskiego.  

Wyjąwszy nasze bagaże z muzealnych schowków i szatni ruszyliśmy na Nowy Świat, po drodze spotykając Pawła Łęczuka. Zatrzymaliśmy się na fotkę przy muralu przedstawiającym Korę, obok kwitnącego po raz drugi kasztanowca. Paweł polecił nam – już nieco zgłodniałym – miejsce, gdzie smacznie i niedrogo spożyliśmy stołeczny obiadek, po czym odebraliśmy klucze i zameldowaliśmy się w miejscu noclegowym. Należało jeszcze zrobić zaopatrzenie na czas pobytu. Było tego trochę. Na szczęście przybyli pomocnicy do przetransportowania żywności do apartamentu. A żywność przewidziana była nie tylko dla ludzików-uczestników spotkania, ale i w ramach akcji „karma wraca” kilkanaście kilogramów karmy dla psów ze schroniska, więc dźwigać było co.

Wieczorem, korzystając z tramwaju linii 25, przemieściliśmy się na Targową 32, do Salonu Literackiego na wieczór autorski Doroty Ryst i promocję tomu „i inne miasta”. Razem z autorką odbyliśmy podróż w różne miejsca kraju i świata, ze ścian spoglądały na nas Praskie Madonny. Po spotkaniu promocyjnym prowadzonym przez Pawła Łęczuka zaordynowano turniej jednego wiersza. Zwycięzca otrzymał butelkę zacnego czerwonego wina, które z inicjatywy tegoż laureata zostało poddane degustacji przez obecnych.

Nie lada wyzwaniem było przemieszczenie się na Żoliborz do klubu karaoke, do którego mieliśmy wejść na hasło „karma wraca” i uiszczeniu stosownego „wpisowego” w postaci puszek z psią karmą. Karma może i wraca, ale to chyba jedyna korzyść z wypadu, bowiem repertuar na karaoke nieco odbiegał od naszych wyobrażeń, a ilość klubowych decybeli zdecydowanie przekraczała możliwości percepcji.

Odbiliśmy sobie niedosyty w fałszowaniu, śpiewając „Sen o Warszawie” przy wtórze katarynki i w obecności świętujących rocznicę odzyskania niepodległości 11 listopada obok pomnika syrenki, i ze wsparciem życzliwego przechodnia, znającego doskonale słowa wybranej przez nas piosenki.

Zanim jednak daliśmy wyraz naszym „umiejętnościom” wokalnym, podzieliliśmy się na dwie grupy, część wybrała się na spacer z Dorotą Ryst śladami Eugeniusza Bodo, a część ulegając nastrojowi świętujących 105 rocznicę odzyskania przez Polskę niepodległości, przechadzała się po Starówce i Nowym Świecie, chłonęła atmosferę ogólnej radości. Zestaw fotek poniżej ilustruje tę część pobytu w stolicy i naszego udziału w pogodnym patriotycznym spacerze, bez szumnych i nieszczerych deklaracji. Były chwile wzruszenia i uroniona łezka.

Powodów do wzruszeń było tego dnia więcej. Wieczorem zaplanowaliśmy bowiem wspólne czytanie wierszy, prezentację wydanych przez PPG-owców tomów poezji. Gospodarzami spotkania byli tym razem przybysze z różnych stron Polski: Renata Radna-Mszyca (szefowa PPG, oczywista oczywistość), Grażyna Paterczyk, Anna Pawłowska, Andrzej Trzebicki, Krystyna Wieczorek, Marek Lisiński, Maria Kuczara, Jaroslaw Trześniewski-Kwiecień i pisząca te słowa Agnieszka Jarzębowska. Dotarli do nas zamieszkali w stolicy Zbigniew Milewski z małżonką Anną, Krzysztof Mich, Roman Rojewski, Andrzej Dygas, Krzysztof Schodowski, Marcin Małecki, Paweł Łęczuk, Bogusław Olczyk.

Zbigniew Milewski czytał wiersze z najnowszego polsko-angielskiego tomu „Konstelacje”, (wyd. Poznań 2023). Mogliśmy poznać „kuchnię” tworzenia zawartych w nich tekstów i próbować zapamiętać wkomponowane weń aforyzmy, dowiedzieć się, jak autor układa swoje tomiki, co go porusza, co skłania do refleksji, ile może być w nowym tomie „starych” wierszy, były pytania i wyczerpujące odpowiedzi.

Jarosław Trześniewski-Kwiecień zdradził słuchaczom, jak powstawały jego „Licytacje. Weksle apokalipsy”, (wyd. Duży Format, Warszawa 2023). Czytał sam autor oraz Roman Rojewski. W pełni odczuwalny stał się minorowy nastrój wierszy, mogliśmy poznać echa rodzinnych traum, zaobserwować niezwykłą wrażliwość Trześniewskiego-Kwietnia na zło współczesnego świata, pandemie, wojny. Jednocześnie obcowaliśmy z niezwykłą erudycją autora, a mnogość odniesień stała się inspiracją do ponownego sięgnięcia po lekturę.

Dawno niewidziany Krzysztof Mich zaproponował spotkanie z trzema tomami „Ekspres Warszawa-Kalisz” (wyd. Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Tanowo 2021) współtworzony z Anetą Kolańczyk – dwugłos o sztuce, (dziękuję za możliwość wcielenia się w rolę autorki), „Humberstone” (Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Tanowo 2022) – rzecz o wymarłym mieście, a także wydane w wielotysięcznym nakładzie i tłumaczone na hebrajski i ukraiński „Śladami” (Zaułek Wydawniczy POMYŁKA 2021, wcześniej wyd. MK, Kraków 2020). Na życzenie obecnych Krzysztof Mich przeczytał jeszcze wiersze z tomu „Kamień przewiązany trawą” (wyd. Zaułek Wydawniczy POMYŁKA, Szczecin 2015).  Pobyt w świecie wierszy Micha – to spotkanie z nieuniknionym/niezawinionym, wędrówki bez zachwytów zwykłego turysty po świecie uchwyconym reporterskim okiem, gdzie przeszłość kładzie się cieniem na teraźniejszości. Ładunek emocji ogromny.

*

Wypada powiedzieć, że mimo tworzenia i zamieszkiwania w różnych miejscowościach, poetów z grupy PPG łączy więź szczególna. Łączy nie tylko słowo, łączą wspólne wieczory autorskie, wspólne spędzanie czasu, wyjazdy, zjazdy, zwiedzanie, żartowanie, śniadania i kolacje.

Jest też coś, czego nie da się kupić, zamienić na inne, udawać, że nas nie dotyka… To pamięć o tych, którzy odeszli. 1 października 2023 zmarła Roma Jegor, 12 października 2023 odprowadzana na cmentarz, przyjęła ostatni bukiet w wiązance. Wieczorem, a właściwie nocą z 11 na 12 listopada 2023 czytaliśmy jej wiersze, wszyscy obecni na spotkaniu w Warszawie, 18 osób – 18 wierszy.

To nieprawda, Romo, że trzeba już pozbierać papierki po wierszach…

Pisałaś: najlepsze co nas spotyka to listopady. Szkoda, że ten listopad bez ciebie, choć z tobą.

Tekst opublikowany na stronie PPG

fot. AJ, uczestnicy spotkania, przypadkowy przechodzień

wystawa

Wystawa Picassa jednych zachwyciła, inni nie zapałali entuzjazmem. Ale dobrze być, żeby wyrobić sobie własne zdanie. Tłumy pojawiają się ze względu na nazwisko, tak to już jest. Wycieczki młodszych i starszych, zwiedzających indywidualnie i grupowo. A malarstwo i ceramika? Widać, jak się zmieniało podejście autora do malowanych obiektów. Wystawy malarstwa Malczewskiego, Łempickiej i wiele innych, na które udało się zajrzeć w ostatnich paru latach, zrobiły na mnie i na wielu większe wrażenie. Mimo to wrzucam parę obrazków z wystawy wykonanych komórką, więc nie najlepszej jakości, dla pamięci, poglądowo.

Niewątpliwym plusem było zwiedzanie wystawy w gronie przyjaciół z PPG.

X jubileuszowy

X jubileuszowy Zlot Poetów z Polskim Rodowodem, którego organizatorem było Stowarzyszenie Autorów Polskich II Oddz. Warszawa i Centrum Kultury Polskiej na Litwie im.Stanisława Moniuszki, odbywał się pod hasłem: „Wilno – kolebka romantyzmu polskiego – europejskim miastem literatów”. Dla mnie to pierwszy taki zjazd, chociaż Wilno odwiedziłam po raz piąty, a z poetycką misją po raz drugi. Zawsze jednak było inaczej, zawsze ciekawie i zawsze poruszająco.

Zjechaliśmy się do Wilna do hotelu Ponas Tadas czyli Pan Tadeusz 16 października 2023r. różnymi środkami lokomocji i przygodami po drodze. Prosto z drogi trafiliśmy na spotkanie z panią Apolonią Skakowską – prezesem Centrum Kultury Polskiej na Litwie im.Stanisława Moniuszki i reprezentacją poetów mieszkających w Wilnie. Była pierwsza okazja do wymiany poetyckiego słowa.

Polskiej grupie przewodziła nieoceniona Wanda Dusia Stańczak – szefowa SAP II Oddz. Warszawa – poetka, dziennikarka, autorka tekstów lirycznych, piosenek, tekstów kabaretowych i czego tam jeszcze, sama wie. Dotarli na zlot także: Agata i Witold Stawscy, Renata i Ryszard Batko, Anna Czachorowska, Krystyna Gudel, Daniela Polasik, Teresa Bachleda-Kominek, Danuta (vel Natalia) Malicka, Olga Skomorowska, Łukasz Knyziak, Zbigniew Roth i pisząca te słowa Agnieszka Jarzębowska. Swoich ludzi na zlocie miały Warszawa, Jaworzno, Gdynia, Poznań, Sieradz, Zakopane, Suchowola, Piotrków Trybunalski, Legionowo, Sieradz.

Zadaniem kolejnych zjazdów, oprócz wizyt tu i ówdzie, była promocja kolejnych SAP-owskich antologii. Tym razem współautorzy (a było ich 87 z różnych zakątków świata) zmierzyli się z tytułowym tematem „Na krawędzi”. Każdy z obecnych na zlocie poetów sygnalnie zaprezentował utwór z tej antologii. Okazją do prezentacji była zarówno uroczysta gala w Domu Kultury Polskiej, jak i wizyty w polskich szkołach w Podbrzeziu, Mickunach, Aviżenie (lit. Avižieniai). Do gali przygotowywaliśmy się w gościnnym pokoju hotelowym pod okiem Dusi Stańczak. W szkołach trafiliśmy do klas i tu już według improwizowanej kolejności prezentowaliśmy swoje „co kto umie”, tudzież własną twórczość poetycką. Ogarnęliśmy wszystkie poziomy nauczania, lekcje przysporzyły wielu sympatycznych chwil, a także wielu wzruszeń, uśmiechu, wzajemnej życzliwości. Uczniowie mieli okazję zobaczyć i usłyszeć „żywego poetę/poetkę”, tym samym okazało się, że poeci istnieją nie tylko w podręcznikach. 😉

Dzieci i młodzież ze szkoły polskiej w Mickunach podbiły serca przybyłych na zlot perfekcyjną recytacją utworów Juliana Tuwima. „Lokomotywa”, „Ptasie radio”, „Słoń Trąbalski” bez jednej pomyłki i z cudowną interpretacją mogłyby służyć jako wzorzec, chwaleni za przygotowanie młodzieży do występu nauczyciele twierdzili, że mają wielu utalentowanych uczniów, w co nie wątpimy. Dodatkowo zaprezentowane umiejętności wokalne i repertuar wycisnęły niejedną łzę (m.in. „Powrócisz tu” z repertuaru Ireny Santor ze słowami Janusza Kondratowicza i muzyką Piotra Figla). Lekcja patriotyzmu nie ominęła i nas.

Witold Stawski zaznaczył swoją obecność na zlocie nie tylko podczas pobytu w szkołach i na gali, mieliśmy okazję uczestniczyć w jego autorskim „Zatrzymaniu”. I rzeczywiście jego piosenki i opowieści zatrzymały nas na chwilę w nieustannym biegu dokądś, gdzieś.

Podczas uroczystej gali był czas na wręczenie statuetek, kwiatów, powiedzenia paru ciepłych słów. Wystąpił kabaret „PÓŁ-SERIO” Dusi Stańczak z Warszawy i chór z Wileńszczyzny.

W turnieju jednego wiersza, który odbywał się pod hasłem „Miłość” wyłoniono laureatów: I miejsce – Witold Stawski, II miejsce – Olga Skomorowska, III miejsce ex aequo – Renata Batko i Daniela Polasik, wyróżnienia – Krystyna Gudel, Teresa Bachleda-Kominek. Wszyscy przybyli na zlot otrzymali pamiątkowe dyplomy uczestnictwa.

Drobne utrwalenie atmosfery zlotowej można prześledzić na załączonych fotografiach.

(pstryki z aparatu AJ)

(pstryki komórkowe AJ)

(okiem Agaty i Witolda Stawskich – wybór migawek, publikacja za zgodą autorów)

ach, ten Fredro

Fredro wszędzie, w przedszkolu, w ogrodzie, na warsztatach, w szkole podstawowej.

Ogłoszony został konkurs literacko-plastyczny na limeryk o Sieradzu i ilustrację na kartkę. Powstały profesjonalne kartki – widokówki z zamieszczonymi na odwrocie limerykami. Udział wzięli uczniowie z podstawówek i szkół średnich.

laureaci konkursu literackiego na limeryk o Sieradzu z JURY i dyr. biblioteki powiatowej

Kobylniki 2023

XXXII Ogólnopolskie Literackie Spotkania Pokoleń należą do historii. Po trzech latach przerwy spowodowanych m.in. pandemią, udało się reaktywować imprezę w niezłym stylu. Zadbały o to organizatorki, miejscowi sponsorzy, a nade wszystko zaproszeni goście.

W niewielu tego typu imprezach dzieje się tak, że udział jest poprzedzony konkursem kwalifikującym do uczestnictwa. Przybyli na spotkanie poeci z całej Polski mogli uczestniczyć aż w 4 różnych warsztatach (trzech literackich i jednym recytatorskim – nazwiska prowadzących zob.plakat). Wszystkie bardzo przydatne i dające dystans do tworzonych tekstów. Pałac w Kobylnikach przez kilka dni tętnił poetyckim życiem, była uroczysta gala z wręczeniem nagród, koncertem, udziałem zaproszonych zacnych gości, okazjonalnym pokazem „Planety Kopernika”, koncertem pod Mysią Wieżą w Kruszwicy. Poeci odwiedzili okoliczne szkoły i przedszkola, było ognisko i zwiedzanie, wystawa portretów poetów, których już nie ma, rozmowy po świt. Wydano almanach pokonkursowy.

Zobaczyliśmy się ze starymi znajomymi, poznaliśmy nowych. Na bieżąco pojawiały się informacje na lokalnych stronach internetowych. Oprócz tomów poezji, cennych wrażeń i wskazówek zabraliśmy ze sobą specjalnie przygotowane koszulki z nadrukowanymi tytułami almanachów wydawanych w kolejnych latach i wizerunkiem pałacu a także drobiazgi wykonane przez seniorów.

Serdeczne gratulacje dla wszystkich, którzy przyczynili się do organizacji XXXII Ogólnopolskich Spotkań Pokoleń, uściski dla stale obecnych Magdaleny Jagiełłowicz i Krystyny Wulert. Sponsorzy mogą być dumni z dobrze spożytkowanych donacji.

relacja ze strony internetowej mojakruszwica.pl

25. zjazd

25. zjazd Poetów Po Godzinach to czas jak zwykle intensywnie wypełniony. Spotkania autorskie, zwiedzanie (Zamość), chwile relaksu, spacery po okolicy, przebieranki (rusałki, wodniki, utopce) i koniecznie kolacja galowa. (czerwiec 2023)

***

25. zjazd nieformalnej grupy Poeci Po Godzinach odbył się na Roztoczu, skąd pochodzi od kilku należąca do grupy lat Marzena Mariola Podkościelna. Jak przystało na gospodynię Mariola rozpoczęła cykl spotkań autorskich. Opowiedziała o swoich początkach z poezją i fascynacji Mironem Białoszewskim. Czytała wiersze nawiązujące do tradycji, o dzieciństwie na wsi, najbliższej okolicy Turobina, rzeki Por. W jej tekstach znalazły się elementy typowego wiejskiego krajobrazu – łąki, pola, kartofliska, zwierzęta domowe. Jej emocjonalna poezja pełna miłości do małej ojczyzny, do ojca, męża, mężczyzny sprawiła, że słuchaczom udzieliło się zauroczenie słowem poetyckim podobnie jak prowadzącemu spotkanie Arturowi Sępochowi – wicedyrektorowi Centrum Spotkania Kultur w Lublinie.

***

Kolejny Roztoczanin to Henryk Radej, którego protegowała jego kuzynka – nasza urocza gospodyni i właścicielka gospodarstwa ANGLOagroturystyka w Olszance k.Turobina pani Danuta Radej, a zaprosiła go i prowadziła spotkanie Marzena Mariola Podkościelna, chociaż właściwie nie miała zbyt wielu okazji do zadawania pytań, gdyż ów bohater wieczoru to mówca z gatunku tych, których słowo samo niesie. Zwłaszcza jeśli ma opowiadać o bliskich jego sercu miejscach i ludziach.

Henryk Radej urodził się we wsi Zagroble, po studiach polonistycznych trafił do Chełma. W rodzinne strony w okolice Turobina wrócił po 45 latach. Podczas swojej drogi zawodowej był nauczycielem i pracownikiem Kuratorium, pełnił także funkcję naczelnego redaktora – „Kresów Literackich”, „Kameny”, redaktora „Dominika Turobińskiego”.

Początkowy tekst z tomu „Fletnia i łuk” – powitanie poetów – zabrzmiał nieco sarkastycznie. „[…]Razem źle nam nie będzie, […] zawyjemy wszystkie psy podczas pełni księżyca, wystawimy straże przy każdej świątyni, by nadal wyjawiać prawdy nieobjawione, których nikt nie słucha. O świcie pozagryzamy się nawzajem jak prawdziwi Polacy”.

Henryk Radej opowiedział o swoim dzieciństwie, o zauroczeniu poezją Józefa Czechowicza i będącego przez wiele lat na indeksie Wacława Iwaniuka. Obu poświęcił wiersze. Ciekawa i w pewnej mierze zabawna była opowieść o perypetiach związanych z pochówkiem zmarłego w Kanadzie Iwaniuka. Wacław Iwaniuk stał się patronem konkursu poetyckiego, odbywającego się od 16 lat.

Twórczość Henryka Radeja to opowiadania, felietony, reportaże, recenzje, wiersze – to ludzie, historia, również ta trudna, i miejsca, gdzie rytm życia wyznacza kościół i pory roku.

***

Robert Gmiterek – Roztoczanin, to bohater kolejnego spotkania 25. Zjazdu grupy i odkrycie Poetów Po Godzinach. Zresztą odkrycie obopólne. Pośrednikiem w poznaniu tego twórcy była Marzena Mariola Podkościelna.

Roztocze – to stan ducha – twierdzi poeta, pisarz, znawca regionu. Pisze o tym, czego dotknął, doświadczył, co przeżył. Rozmowę z nim przeprowadziła żona Anna Roci-Gmiterek. Na początku opowiadali o Roztoczu wschodnim, przez które na początku wojny w Ukrainie przetaczała się fala uchodźców. Obecnie, jak mówią, jest spokojniej. Oboje wykonują pracę listonosza, mają więc okazję dotrzeć w najróżniejsze zakątki krainy. Listonosz może opowiadać swój świat, to model latający na uwięzi – twierdzi Robert Gmiterek.

Pierwsze pytania dotyczyły początków pisania, wydanych książek, odwiedzonych miejsc, miejsc zapomnianych, miejsc które związane są z niełatwą historią. Robert Gmiterek jest późnym debiutantem, ale jego twórczość już spotkała się z uznaniem czytelników i krytyków.

Bohater spotkania – członek krakowskiego SPP – porusza w swoich książkach tematy trudne, od których „chłód siada na karku”, ale „jeśli historia chce być opowiedziana, będzie opowiedziana”. Jak sam stwierdził – tematy go znajdują, lubi słuchać, bo „słowa są poutykane w ludziach”.

Poszczególne czytania tekstów kwitowane były przez uczestników spotkania brawami. Małżonkowie ujęli obecnych również tym, że oboje opiekują się zapomnianymi cmentarzami. Dla nich przeszłość staje się teraźniejszością, a my dzięki lekturze książek Roberta mamy szansę ją poznać.

***

Kiedy w PPG słyszymy Martinez, wiadomo, że chodzi o Marcina Małeckiego. Nick jeszcze z Poezji Polskiej, gdzie publikowało wielu PPG-owców. Spotkanie w ramach XXV Zjazdu prowadził Jarosław Trześniewski-Kwiecień. Nie mógł nie rozpocząć od przedstawienia osobistej historii Marcina. Otóż łączy się ona z ciężkim przebiegiem choroby covid-19, na którą Marcin Małecki zapadł w 2019 roku. Przez trzy miesiące przebywał w śpiączce i otarł się o śmierć. Wybudzony musiał przejść długą i uciążliwą rehabilitację. Zanim przyszła choroba, Małecki miał już gotowy tomik „Na aucie”(wyd.MK, red. Jarosław Jabrzemski), do którego blurb miał napisać Trześniewski-Kwiecień. Blurb powstał, Trześniewski zauważył w nim „mozolną symfonię rzeczy i osób wplecioną w mini przypowieści, niezwykłą elastyczność języka, zanurzenie w historii, miejscami czarny humor, ironię i sarkazm”. Jak twierdzi Trześniewski, Marcin Małecki dowierza swojemu poetyckiemu słuchowi, jest odrębny, autentyczny. Mieliśmy się o tym przekonać, słuchając wierszy.

Trześniewski zapytał, dlaczego Marcin wszystkie wiersze (wersy) rozpoczyna wielką literą. Na co padła odpowiedź: – Poezja nie może być jednoznaczna, nie może domykać sensów Zaczynanie wierszy z dużej litery w pewnym sensie ukrywa frazę, która jest do odkrycia przez czytelnika, przekomarza się z czytelnikiem, pozwala mu samemu odnaleźć, gdzie są pauzy bez dopowiadania, bez oczywistości.

W poezji Marcina Małeckiego jest wiele odwołań do kodów kulturowych, przez co wiersze są bardziej zagęszczone. Zarówno w tomie „Na aucie”, jak i w pocovidowym „Czas (d)rani” jest dużo  wierszy o śmierci ujętej w różny sposób, chociaż ten pierwszy tom jeszcze nie wróżył, jak bardzo można się z nią zetknąć.

W obu tomach, jak mówi Trześniewski, można usłyszeć – matrioszki dźwięków, chichot historii.

Wiersze Małeckiego intrygują, zaskakują, zmuszają do myślenia. Mnie osobiście poraziły „owocowe” metafory: „kobieta o imieniu eksplodującym w pestce brzoskwini”; „śmierć ma zapach pomarańczy”; „pękające winogrona płuc”; „pestki truskawek skubane z dywanu”…

***

Zjazdy i spotkania PPG są okazją do zaprezentowania książek wydanych przez członków grupy w ostatnim czasie. Tak było również podczas spotkania prowadzonego w ramach XXV Zjazdu PPG  przez Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia z Grzegorzem Wołoszynem. Na początku Jarosław Trześniewski-Kwiecień przedstawił bohatera wieczoru, przypomniał, iż jest on laureatem prestiżowego Ogólnopolskiego Konkursu na Autorską Książkę Literacką w Świdnicy.

Od wydania pierwszej książki Grzegorza Wołoszyna upłynęło dziesięć lat, niewątpliwie dużo, jeśli przyjrzeć się masowo wydawanej poezji. Nowa książka Grzegorza jest wynikiem nie tylko życiowych doświadczeń autora, ale i wielkiej pracy nad słowem. „Dom opieki Kalwaria” – poemat w dwudziestu trzech otwarciach – (wyd. Stowarzyszenie Pisarzy Polskich Oddział w Łodzi, 2022) – to według prowadzącego spotkanie, tomik więcej niż wybitny, książka, która boli. Nie bez przyczyny na początku Jarosław Trześniewski-Kwiecień odczytał Psalm 130. „De profundis”.

Grzegorz Wołoszyn szeroko przytoczył okoliczności powstania książki i poszukiwania odpowiedniej metody pisarskiej na ujęcie tematu, z którym się zmagał. Otóż przez dwa lata był nauczycielem języka w polskiej szkole oraz opiekunem-pielęgniarzem w Domu opieki. W tym drugim miejscu na co dzień obcował ze starością, cierpieniem, niepełnosprawnością, dojmującą ludzką samotnością, umieraniem. To odbiłoby się na każdym, więc musiało się odbić również na wrażliwym twórcy, jakim jest Grzegorz. Jak pokazać trudny temat odchodzenia, podróży w zaświaty?… Książka rodziła się długo, Grzegorz Wołoszyn, jak sam mówi, postawił na synkretyczne połączenie liryki i epiki. W tomie można prześledzić liczne nawiązania do Biblii, do „Boskiej komedii” Dantego, mitologii, są aż trzy motta. Wszystko dokładnie przemyślane.

Ostatnie dni Chrystusa, plan drogi krzyżowej, zmartwychwstanie stały się pretekstem do pokazania kolejnych stacji – kolejnych krzyży – wizyt w kolejnych pokojach domu opieki. Zestawienie krótkiej prozy poetyckiej i wiersza, dwóch tekstów połączonych w jedną całość to niecodzienny zabieg kompozycyjny. Niezwykła jest również historia zdjęcia z okładki – przedstawiającego wózek inwalidzki zatopiony w rzece.

Odwiedziliśmy razem z Grzegorzem kolejne pomieszczenia domu opieki i poczuliśmy dobitnie słowa poety przytoczone w blurbie Jarosława Trześniewskiego-Kwietnia, poczuliśmy, jak „oddech rośnie w gardle/świat maleje w dłoniach/wlewa się ciemność/przez rozwarcie źrenic”.

***

Wisienką na 25. zjazdowym torcie PPG było spotkanie z Romanem Honetem znanym i uznanym poetą (laureat Nagrody Poetyckiej Szymborskiej 2015, nominowany do Literackiej Nike,  Wrocławskiej Nagrody Poetyckiej Silesius, Nagrody Literackiej Gdynia), publikującym w prestiżowych pismach literackich, tłumaczonym na kilkanaście języków obcych. Dla PPG-owców po prostu Romkiem.

Spotkanie prowadziła Magdalena Bąk. Jednym z pierwszych było pytanie o tematy, o słowa-klucze występujące w poezji Romana Honeta – śmierć, umieranie, odchodzenie. Czy śmierć cały czas mu towarzyszy. W odpowiedzi usłyszeliśmy, że dla poety jest to niezmiernie ważna sprawa, niekoniecznie w liryce, śmierć w życiu, odchodzenie, przemijanie.

Według Honeta poezja jest tym, co poeta dostaje. Talent do pisania poezji to dar, stanięcie wobec czegoś niewyrażalnego, niewypowiedzianego, czego nie wiemy, czego nie potrafimy sobie zracjonalizować. Gdyby się dało wszystko pięknie zracjonalizować, to może by nie pisał liryki czy poezji jak kto woli (to jest jedno i to samo według poety) to albo pisałby teksty reklamowe, albo instrukcje obsługi pralki automatycznej.

Trudno się nie zgodzić ze słowami : – Kiedy tracimy bliską osobę, tak naprawdę nie wiemy, co się stało, zostajemy tutaj. Życie tak jak liryka, z jednej strony jest darem, a drugiej strony pewnego rodzaju cierpieniem, pewnego rodzaju męką. Niekoniecznie musi to być męka fizyczna, może to być męka stawiania pytań, na które nie ma jednoznacznych albo definitywnych odpowiedzi .

Z kolei  Magdalena Bąk poprosiła o odpowiedź na pytanie, jak zmieniał się stosunek poety do śmierci poprzez kolejne tomy. Roman Honet  stwierdził, że jest obciążony czymś, co go boli, co mu doskwiera. Nie przekonują go poeci, którzy nie cierpią, tacy cali happy, fajni. Doskwiera mu upływ czasu, to że jest człowiekiem śmiertelnym. Woli się nie targować z przeznaczeniem, ale jest świadkiem odchodzenia. Ludzie, których znał, którzy byli mu w różnym stopniu bliscy i odchodzenie dokonywało się – albo to była śmierć, albo to była zmiana w danym człowieku, którego spotykał po latach. Mieli wspólny świat, ale ten świat już nie istnieje, ludzie nie mają sobie nic do powiedzenia. Upływ czasu jest tym, co Honeta niezmiernie pociąga, ale i przeraża. W codziennym życiu jesteśmy otoczeni zegarami , jednak czas jest czymś, co się wymyka jego intelektualnemu poznaniu. Poezja jest dociekaniem tego, co jest niemożliwe do wyrażenia.

Była dawka poezji z najnowszego tomu „żal, może on”, kilka tekstów z innych. Jeśli ktoś chciałby poznać dalszy ciąg przemyśleń Romana Honeta na temat poezji, życia i śmierci to zachęcamy do posłuchania całej relacji ze spotkania zarejestrowanego przez Grzegorza Wołoszyna i dostępnego na YT. Liczymy, że okazji do rozmów jeszcze będzie wiele. Dziękujemy za roztoczańskie chwile. Do zobaczenia.

wkrótce

Już wkrótce mam wziąć udział w XXXII Ogólnopolskich Literackich Spotkaniach Pokoleń. Jakiś czas temu dostałam powiadomienie o tym, że się zakwalifikowałam. Zamieszczam fragment e-maila:

Szanowni Państwo,

    po kilku latach wznowiliśmy organizację Ogólnopolskich Literackich Spotkań Pokoleń w Kruszwicy-Kobylnikach. Jest nam niezmiernie miło, że wzięliście udział w konkursie poetyckim, który był kwalifikacją do udziału w XXXII Spotkaniach, które odbędą się w dniach od 7 do 10 września 2023 na terenie miasta i gminy Kruszwica. Miejscem zakwaterowania będzie Pałacu w Kobylnikach koło Kruszwicy.

[…]

    Uprzejmie informujemy, że zgodnie z regulaminem konkursu podczas Spotkań uczestnicy – poeci wezmą udział w autorskich lekcjach poetyckich m.in. we wszystkich szkołach miasta i gminy Kruszwica, ze słuchaczami Uniwersytetu III Wieku, w Środowiskowym Domu Samopomocy i Młodzieżowym Ośrodku Wychowawczym dla Dziewcząt w Kruszwicy. W związku z tym prosimy o zabranie swoich książek poetyckich, celem pozostawienia w wyżej wskazanych miejscach.

[…]

a zupełnie niedawno nadeszła wiadomość z planem imprezy.

z okazji

Okazją do wydania kolejnego almanachu IX zlotu poetyckiego w Łodzi było jej 600-lecie. Uczestnicy mieli napisać 1 wiersz o Łodzi i dorzucić dwa inne. Książka wypadła okazale, spisało się i wydało 76 poetów z różnych zakątków kraju i nie tylko.

Na zlocie było czytanie wierszy, turniej, różnorodne warsztaty, występy muzykujących artystów i towarzyskie rozmowy. Atmosfera zarówno poważna, jak i luźna, jak przystało na tego typu przedsięwzięcie. Było też zwiedzanie Centralnego Muzeum Włókiennictwa i skansenu budowli drewnianych. Zwiedzanie odbywało się na hasło „poeci”, co wywoływało uśmiech u innych zwiedzających. Organizatorem zlotu był łódzki oddział ZLP i nieoceniona Małgorzata Skwarek-Gałęska. Oczywiście przygotowanie zlotu 110 poetów wymagało zaangażowania większej ekipy, a ta spisała się znakomicie. Fotografujących było wielu, zdjęć co niemiara, ja prezentuję wycinek relacji z różnych aparatów, telefonów. Nie wszystkie jestem w stanie podpisać, sama także nieco pstrykałam.