antologia łódzka

Powiem tylko – Łódź ma szczęście. Antologia nietuzinkowa, mnóstwo dobrych tekstów,  dobry wstęp, edytorsko starannie.

Uniknięto banału (jak się zdaje po pobieżnym wstępnym przejrzeniu tekstów), o co w takich wydawnictwach nietrudno.

Mój wiersz Przyjrzeć się Łodzi… rozpoczyna antologię, co jest miłą niespodzianką.

antologia łódzka020 antologia łódzka021

w „Galerii”

a tydzień temu

Złoty Potok 17 18 października 1216Był Złoty Potok, Żarki, Janów, Mirów, Bobolice i XV Jurajska Jesień Poetycka z mnóstwem niespodzianek, miłych spotkań, wierszy, przytuleń. W sobotę lało, ale na szczęście tego dnia przygarnął nas pałac Raczyńskich w Złotym Potoku (ostatnim właścicielem był hrabia Raczyński  – wnuk samego Zygmunta Krasińskiego. Później różnie bywało, to i pałac podupadał. Teraz z zewnątrz pomalowany, zabezpieczony, w środku… przydałoby się trochę kosmetyki; tymczasowo zadbała  o to sama Pani Jesień zaglądając na salony z wrzosami i różnobarwnymi liśćmi).  Poetów zjechało do Złotego Potoku sporo z różnych zakątków kraju. Tradycyjnie dopisał Kraków, Zakopane, Szczecin, Łódź, Sieradz, Częstochowa, Raba Wyżna…, wymieniać by długo. Pojawili się pierwszorazowi, ale z pewnością jeszcze zajrzą. Choćby dla atmosfery, którą doskonale stworzyli gospodarze z Janowskiego Klubu Literackiego obchodzący w tym roku 15-lecie swego istnienia. Jubileusz zacny, świętować było co i było czym.

Wśród zaproszonych na uroczystość znaleźli się przedstawiciele władz oraz sponsorzy. Gośćmi poetyckiej biesiady słowa byli także przedstawiciele zaprzyjaźnionego Janowa Lubelskiego i senator RP Jarosław Lasecki z małżonką. Nie mogło zabraknąć wójta Gminy Janów – Joanny Ścigaj i Przewodniczącego Rady Gminy Janów Stefana Zatońskiego, który pięknie i ciepło przywitał zebranych a jego słowa o literaturze i poezji przypadły wszystkim do serca. Jak przystało na doniosłe wydarzenie 15-lecia klubu, nie zabrakło występów artystycznych, zgromadzeni na sali z przyjemnością słuchali koncertu Kwartetu Smyczkowego, Chóru im. Zygmunta Krasińskiego pod dyrekcją Danuty Leszczyńskiej i gitarowego „Jurajskiego Trio”: Andrzeja Kuśnierczyka, Urszuli Ostrowskiej i Kazimierza Leszczyńskiego. Dodatkowo podziwiać można było wystawę gobelinów Jadwigi Wosik i obrazów Jolanty Madej. Całość prowadził Ryszard Sidor Sidorkiewicz – prezes Janowskiego Klubu Literackiego, który podzielił pośród świętujących jubileuszowy czteropiętrowy tort.

Zadbano o papierową monografię JKL, przedmiot radości zebranych, którzy owo wydawnictwo otrzymali w prezencie, ale i honor dla samego Klubu i jego członków. Autorką monografii JKL „Ze słowa się zrodził”  jest Anna Grzanka – poetka, honorowy prezes JKL, a materiału do sporządzenia tej księgi dostarczał cierpliwie Ireneusz Bartkowiak i sami klubowicze. Wyszło imponująco, energetycznie, elegancko. Stali bywalcy Jurajskich Jesieni Literackich mogli odnaleźć siebie na pamiątkowych fotografiach, niektórzy swoje wiersze lub chociaż nazwisko. Niespodzianką dla sporej grupki poetów było przyznanie honorowego członkostwa i odznaki klubowej, Turniej Jednego Wiersza dał możliwość zaprezentowania swoich tekstów kilkudziesięciu autorom a do podzielenia się tekstami o Złotym Potoku ustawiła się kolejka. I nic dziwnego, bowiem Jura ma do zaoferowania mnóstwo interesujących miejsc, obrazów, plenerów, legend, o czym mogli się przekonać przybyli zewsząd poeci kolejnego dnia, w niedzielę, uczestnicząc w wycieczce pilotowanej przez Ireneusza Bartkowiaka – szefa promocji gminy Janów – niezrównanego gawędziarza w charakterystycznym kapeluszu i muszce. Trzeba dodać, że spora ilość autorów wierszy o Złotym Potoku została nagrodzona śpiworami turystycznymi. Szczęśliwymi zdobywcami nagród publiczności w postaci prac janowskiej artystki Jolanty Madej byli; Maria Wosik z Myszkowa, Marek Monikowski z Janowa i Edward Przebieracz z Lublińca, a wyróżnienia sponsorów otrzymali; Beata Skulska-Papp z Zakopanego, Zbigniew Tlałka z Jabłonki, Joanna Słodyczka z Raby Wyżnej, Renata Batko z Jaworzna, Agnieszka Jarzębowska z Sieradza, Ryszard Sidorkiewicz z Olsztyna oraz Magdalena Węgrzynowicz-Plichta z Krakowa.

Wieczór i porządny kawałek nocy upłynął na śpiewach przy gitarze, czytaniu wierszy w atmosferze ogólnej wesołości. XV Jurajska Jesień Poetycka zakończyła się po południu w niedzielę zwiedzaniem Źródeł Zygmunta oraz smacznym pstrągiem w najstarszej europejskiej Pstrągarni.

Szczególne podziękowania należą się organizatorom Jurajskiej Jesieni za uczynienie możliwym zajrzenie do Biblioteki Jasnogórskiej z niezwykłym przewodnikiem Ojcem Szymonem.

Jurajska

Czas porządkowania, ale i lekcja…

Tak. Lekcja, nie tylko dla uczniów łódzkich szkół, którzy zwiedzają cmentarz z przewodnikiem, porządkują groby. To lekcja również dla dorosłych.

Oprowadzająca gromadkę młodych ludzików – „strażaków” – mówi najpierw o zachowaniu się na cmentarzu, później o zasłużonych postaciach pochowanych na Ogrodowej, o strażakach… No i przyszło pomyśleć o mężowskich korzeniach. Byli wśród nich strażacy, i to nie byle jacy… o strażakach można przeczytać tu: Łódzka Straż Ogniowa a o cmentarzu trochę ciekawostek tu: o Ogrodowej  (pogrzebałam w internecie, trochę jest i tu str. 5.)

O dziadku męża (ze strony ojca) na stronie miłośników Rudy Pabianickiej stoi: „Wszystkim rudzianom (Ruda Pabianicka) jest znana apteka na Marysinie przy ul. Pabianickiej 218. Wszyscy musieli z niej korzystać – bo była jedyna. Długoletnim właścicielem apteki i domu, w którym się ona znajdowała był Jan Artur Jarzębowski. Jego pierwsza apteka mieściła się prawdopodobnie w domu na rogu obecnej ul. Gombrowicza i Pabianickiej. W 1936 r. J. Jarzębowski wybudował własny dom przy Pabianickiej 218 (wtedy Staszica 118) i prowadził tam aptekę do 1940 r., kiedy został wysiedlony.”

Na jednej z fotografii jest grób Jana Artura Jarzębowskiego, tu spoczywa jego pierwsza żona, syn Janusz – lotnik, przyrodni brat teścia – przedwojenny instruktor lotnictwa – zginął śmiercią tragiczną w 1935 r. pod Łuckiem, na innej fotce jest mogiła powstańca z 1863 r. Antoniego Bitdorfa.

Zresztą, co tu dużo mówić… Historia leży na cmentarzu, nie tylko ta rodzinna.

Jurajska jesień

jesiennie

Jurajska jesień urzeka. Wystarczy spojrzeć. Przyroda żegna się z zielenią a Złoty Potok jest złoty. Spacer wśród  barw, skał, liści daje energię na szare deszczowe dni. I jeszcze nazwy… Sen nocy letniej nadany przez hrabiego Zygmunta Krasińskiego jednemu ze stawów, Źródełko spełnionych marzeń, Brama Twardowskiego, Diabelskie mosty, Legendy związane z powstaniem tych nazw, miejsc, białe damy z okolicznych zamków, wzruszająca historia córki Krasińskiego – Elżbietki. Wszystko ma moc magiczną, przyciąga, zapada w pamięć. Podobnie jak ludzie, jak poeci tworzący niezwykłą atmosferę, klimat spotkań. Warto wracać w te strony co roku. Coś o tym wiem.

17 października 2015 r.

Trafiło mi się zwiedzanie biblioteki na Jasnej Górze. Wcześniej zastanawiałam się, jak też będzie wyglądać. Co nieco mi opowiadano, ale to nie to samo, co własnoocznie się przekonać o niezwykłości miejsca. Być może niektórzy mieli okazję tam zajrzeć wcześniej, ja z tych, co pierwszy raz. Jako oprowadzający zdarzył nam się ojciec Szymon – bywały w świecie, oprowadzający tego i owego z tzw. świecznika, różnych znanych i mniej znanych. Cóż to za sympatyczny człowiek z Ojca Szymona, dowcipny, inteligentny, na luzie (hm, nawet nieco większym, niżby się można było spodziewać).
Księgi żyją, jeśli są czytane, dotykane, możliwe, że i z tego założenia Ojciec Szymon wychodził. Zanim pleśń i wilgoć poradzą sobie z księgami, uda mu się jeszcze parę osób oczarować. Skojarzenie z książką „Imię róży” Umberto Eco pewnie miało więcej zwiedzających. Było nas tam 12 osób traktowanych przez oprowadzającego jak VIP-y. Ale nie tylko księgi i opowieści zacnego Paulina nas zauroczyły, prawdziwą gratką były dwa ogromne, cudownie inkrustowane stoły. Szybko przemknęliśmy również przez samą bazylikę i skarbiec. Anegdot wszelkich się nasłuchawszy, nasyciwszy oczy i uszy wpisaliśmy się do księgi pamiątkowej. Wcześniej obejrzeliśmy inną księgę z podpisami, które zmroziły nas na dłużej.

70 lat Teatru Muzycznego w Łodzi

Teatr Muzyczny w Łodzi (od wielu lat mieszczący się na Północnej) obchodzi 70 lat swojego istnienia. Z tej okazji odbyły się 2 jubileuszowe koncerty. Warto było być. Przygotowano niezwykłe widowisko. Muzyka, taniec, śpiew przez trzy godziny w niesłychanie dobrym tempie z fantastycznymi kreacjami scenicznymi. Występowali artyści z różnym dorobkiem, pokazano nowe talenty (jeszcze studentów) a także sceny z planowanych premier w kolejnych sezonach. Będzie na co się wybrać (na pewno na Nędzników i na Dzwonnika z Notre Dame).

Szczególnie wzruszający był moment niezwykłego występu Romualda Tesarowicza, który pełnym, pięknym, mocnym głosem wykonał „Ol’ Man River” piosenkę napisaną przez Oscara Hammerstina i Jerome’a Kerna do musicalu Show Boat z 1927. Śpiewał, stojąc na jednej nodze, po czym usiadł na swoim wózku inwalidzkim. Wielu osobom łza się zakręciła w oku.

Dobrze było sobie przypomnieć wcześniejsze wizyty w teatrze i przedstawienia, na których się było kiedyś. Skrzypek na dachu, Księżniczka czardasza, Zemsta Nietoperza, Hrabina Marica, Człowiek z La Manchy, ostatnio widziane Jesus Christ Super Star, czy niezapomniane Gale – Gala Strauss, Nie tylko operetka, Ten piękny, wspaniały świat, benefis Zbigniewa Maciasa (wszystkich widowisk się nie da wymienić). Jeszcze gdzieś w domu zachowały się stare programy teatralne.

Fantastyczny balet, chór, orkiestra i soliści, cudowne kostiumy. Oczywiście były owacje na stojąco. Zdjęć się w teatrze nie robi, nie filmuje się przedstawień, toteż całe piękno zostało w głowie i w sercu.